Zakładając z góry sukces, oczekując i wyczekując go z niezachwianą pewnością, jak stawić czoło jego brakowi? Jak wkalkulować możliwość porażki? Czym ona w ogóle jest? Niczym. Żadna nie jest ostateczna. Porażka oznacza przede wszystkim zachowanie status quo, utknięcie w miejscu. Nawet upadnięcie na twarz. Lecz nie odbiera możliwości otrząśnięcia się i kontynuowania drogi, choćby o kulach. Istnieje jedna i wspólna dla każdego, nieunikniona porażka. Po drodze jedynie wzloty i upadki, nic ostatecznego.
Sztuczny, wymuszony, na pokaz optymizm? Afirmacyjne komunały?
Oczywiście nie da się uniknąć chmur zwątpienia, deszczu bezsensu i mgły bezcelowości. Przez większą część roku świeci jednak Słońce, a w nocy migoczą gwiazdy. Być jedną z nich lub rozpłynąć się w mroku. Odrzucić nihilizm i uwierzyć w możliwość kreacji, w twórczą moc oczu jako jedynego organu mającego zdolność kształtowania świata. Uzewnętrzniać jedynie geniusz, w cieniu zostawiając całą wkładaną pracę, wysiłek, chwile zwątpienia, przekleństw, bezsilności. Krygować się.
"When you stop doing things for fun you might as well be dead."
~ Ernest Hemingway
Okno
Szary świt
Przynajmniej na
taki wygląda
Podchodzę do
okna
Szukam ucieczki
spośród czterech ścian
Otwieram je
Próbuję
przejrzeć mgłę na wskroś
Wyglądam Słońca
Głęboko wdycham
rześkie powietrze
Mgły nie ma
Mgły nie ma
To brud jedynie
zakrył okno
Słońce jak
zwykle dzień jak każdy świat jak zawsze
Za brudnym oknem
złudzeń
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz