piątek, 7 września 2012

Okno

Więc ślepo i z pełnym poświęceniem, bez względu na wszystko, nie oglądając się na nic, egoistycznie, rzucając na szalę, co tylko cennego mam lub posiadam? Za każdą cenę, każdym możliwym kosztem? W ten sposób zdążać ku celowi? Czy tak to powinno wyglądać? Czy w ogóle może wyglądać inaczej?

Zakładając z góry sukces, oczekując i wyczekując go z niezachwianą pewnością, jak stawić czoło jego brakowi? Jak wkalkulować możliwość porażki? Czym ona w ogóle jest? Niczym. Żadna nie jest ostateczna. Porażka oznacza przede wszystkim zachowanie status quo, utknięcie w miejscu. Nawet upadnięcie na twarz. Lecz nie odbiera możliwości otrząśnięcia się i kontynuowania drogi, choćby o kulach. Istnieje jedna i wspólna dla każdego, nieunikniona porażka. Po drodze jedynie wzloty i upadki, nic ostatecznego.

Sztuczny, wymuszony, na pokaz optymizm? Afirmacyjne komunały?

Oczywiście nie da się uniknąć chmur zwątpienia, deszczu bezsensu i mgły bezcelowości. Przez większą część roku świeci jednak Słońce, a w nocy migoczą gwiazdy. Być jedną z nich lub rozpłynąć się w mroku. Odrzucić nihilizm i uwierzyć w możliwość kreacji, w twórczą moc oczu jako jedynego organu mającego zdolność kształtowania świata. Uzewnętrzniać jedynie geniusz, w cieniu zostawiając całą wkładaną pracę, wysiłek, chwile zwątpienia, przekleństw, bezsilności. Krygować się.


"When you stop doing things for fun you might as well be dead."
~ Ernest Hemingway



Okno

Szary świt
Przynajmniej na taki wygląda

Podchodzę do okna
Szukam ucieczki spośród czterech ścian
Otwieram je
Próbuję przejrzeć mgłę na wskroś
Wyglądam Słońca
Głęboko wdycham rześkie powietrze
Mgły nie ma

Mgły nie ma
To brud jedynie zakrył okno
Słońce jak zwykle dzień jak każdy świat jak zawsze
Za brudnym oknem złudzeń

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz