I co zrobić, jeśli się nie chce, jeśli nie przyciąga, a czasem wręcz odpycha? Nie, nie jest to nienawiść, gdy była ku niej pora i miała okazję się pojawić nie wykorzystała okazji i nie przejęła nade mną władania. Wciąż czasem zabłąka się uśmiech na twarzy, wciąż wzrok zabłądzi w kierunku, przed którym marnie usztywniona szyja nie potrafiła uchronić, wciąż myśli, tak niedocenione i samopas puszczane w naszym wieku, naszej kulturze, naszych głowach, wciąż myśli nie te wysuwają się na pierwszy plan, a właściwie plan amerykański, niepełne, powierzchowne, niesięgające wgłąb i nie obejmujące choć całości mglistych, niewyraźnych zarysów. Nie ma jasnych i wyraźnych granic, nie ma odcięcia grubą kreską, nie ma żmudnego acz skutecznego stawiania muru, nie ma odwrotu, relacje raz bliskie jakimiś relacjami pozostają, niemożliwe jest odcięcie się w wieży, kto jeszcze wieże, nie wieżowce, buduje?
Nie, nie zostawię Cię i będę przy Tobie zawsze, będę wracał i odchodził, nieważne, jak wiele razy zostawisz mnie i/lub rozczarujesz, życie zbyt długie jest, by kończyć, prawdziwie kończyć rzeczy choć raz dobre, a zawsze ważne. Wracaj! wołam powtarzając za Kawafisem, wracaj...
Wracaj często i zagarniaj mnie,
uczucie, które kocham, wracaj i mnie zagarniaj -
gdy się roznieca w ciele pamięć
i we krwi pulsuje dawne pragnienie,
gdy wargi i skóra pamiętają,
a rękom się zdaje, że dotykają znów.
Wracaj często i mnie zagarniaj w nocy,
gdy wargi i skóra pamiętają...
Wstydliwy szept, ruchliwość dłoni, pocieranie skroni...
Nie, nie o Tobie dziś piszę.
Witaj mi znów, dzienniku, pretensjonalny i mozolny kufrze moich myśli, kufrze mych doświadczeń.