Kolejny wiersz pt. „Szachy”
Kiedy grasz w szachy, o ile zdarza ci się jeszcze
grać,
Pomyśl o tym, jaką z gry frajdę mają figury.
Nie tyle, co oczywiste, król i królowa,
Ale reszta tej całej ferajny:
pokorne piony z ich nieznacznymi ruchami jednak
zdolnymi ruszyć z posad szachownicę
z ich pragnieniem awansu
z ich złudzeniami
ułudami
życiem iluzją więc czy wciąż jeszcze życiem
Dostojne Wieże o arystokratycznych
Rysach,
Rysach,
Zaślepione i ograniczone, zastygłe w
Miejscu
I oporne na jakiekolwiek poruszenia
I oporne na jakiekolwiek poruszenia
Dokoła.
Szybkie gońce, jak głupie biegające tu
I tam,
Stąd
I stamtąd,
Wyczerpane pomimo kar i narkotyków,
Wypadające z gry na samym początku.
Finezyjne skoczki, które, choć schematycznie,
Czasami potrafią jeszcze
zaskoczyć.
Kiedy grasz w szachy, o ile zdarza ci się jeszcze
grać,
Pomyśl o tym, jaką z gry frajdę mają gracze.
Poważni i dystyngowani starcy, a jednak
Zdziecinniali, nieustannie grający w grę
Świat.
To Bóg i Szatan. To ich szachownica,
To ich monopol. Ich poker, kanasta, brydż,
To ich domino, ich kalambury. O i X.
Kości.
Ale tobie pewnie nie zdarza się już grać,
I tak destrukcyjne myśli nie przyjdą ci do głowy.
A jeśli zdarza ci się jeszcze grać, nie pyskuj, żem
ignorant:
To czysta abstrakcja: szachy i nie szachy, gracze i
niegracze.
Ten wiersz też jest grą, jaką tylko zechcesz, i jaką
niezechcesz abstrakcją.
Tylko figury, te bywają obiektywnie realne.