poniedziałek, 17 września 2012

17.09.12

Felieton wokół w nim zawartej myśli Andrzeja Kijowskiego, nawiązujący także do wczorajszego pytania: "Kim jestem: żeglarzem czy farmerem?"



Encore, encore jeszcze raz!

Jakiś czas temu byłem na koncercie. Nie rozbrzmiały jeszcze ostatnie akordy, a ja już wiedziałem, że mógłbym przeżywać go codziennie, wciąż od nowa. „Chce się zawsze widzieć to, co się już widziało” – tę myśl Andrzeja Kijowskiego poczułem wtedy całym sobą, przeniknęła mnie ona do głębi. Wiedziałem, że to pragnienie ogarnia mnie i pochłania, a ja nie jestem w stanie nic zrobić, by mu się przeciwstawić. Później, kiedy na chłodno zacząłem się zastanawiać nad tym, bądź co bądź, fenomenem, mój entuzjazm dotyczący tej myśli opadł. W pierwszej kolejności dostrzegłem jej nieścisłość. Nie neguję tu przesłania, mocy czy znaczenia, jedynie pojawiające się w niej słowo „zawsze”. W końcu nie chcemy ponownie przeżywać sytuacji takich jak porażki czy tragedie, doświadczeń, które wywołują smutek, złość, wstyd czy zażenowanie. Czasami jednak, dotknięci nieszczęściami, zamykamy się w sobie i nie chcemy znać innego świata, niż ten, który stworzyliśmy wokół siebie w rozpaczy. W ogóle życie wspomnieniami, radosnymi czy też nie, unieruchamia nas, sprawia, że nie czynimy nawet kroku naprzód – a wręcz powoduje regres.
            Nie można zakwestionować jednak naturalnej siły pragnienia zawartego w myśli Andrzeja Kijowskiego, czy raczej, powiedziałbym, zwykłej, diabelnie silnej i ograniczającej pokusy. Mam tu na myśli obstawanie przy rzeczach nam znanych i przez nas „oswojonych”, co równa się niechęci i lękowi przed zmianami, przed „nowym” i „nieznanym”. Z drugiej strony popularny jest pogląd o ludzkiej ciekawości, dążeniu do odkryć, które są przyczyną wszelkiego postępu. Sądzę, że opinia zawarta w myśli Andrzeja Kijowskiego jest bliższa prawdy: siła przyzwyczajenia i chęć stabilności jest silniejsza niż zapał do poszerzania horyzontów i głód wrażeń. Potwierdzenie? Stanowią je choćby obawy przed wejściem do Unii Europejskiej, strefy euro czy nawet zwykłą przeprowadzką. Nie chcemy zmian, nawet jeśli nie czujemy się dobrze w rzeczywistości, w której przyszło nam egzystować. Niewątpliwie jest to jedna z najbardziej żałosnych ludzkich wad. Panicznie lękamy się opuścić jaskinię, w której pozornie czujemy się bezpiecznie i nawet wówczas, jeśli zapach unoszący się w powietrzu jest obrzydliwy , boimy się wyjść choćby po odświeżacz powietrza, nie mówiąc o opuszczeniu śmierdzącej nory, w której gnijemy. Dopiero przykład przełamania bariery przez kogoś innego jest impulsem sprawiającym, że naprawdę zaczynamy zastanawiać się nad sobą i tym, co jest wokół nas, a nawet wręcz przestajemy myśleć, a zaczynamy robić to, co w głębi duszy wiemy, że powinniśmy zrobić już dawno temu. Samospalenie Mohameda Bouaziziego spowodowało najpierw rewolucję w Tunezji, a następnie lawinę buntów, nazywanych „arabską wiosną ludów”, przeciw autorytarnej (oraz uważanej powszechnie za demokratyczną, lecz przez buntujących się za nielegalną) władzy w innych państwach.
            Problemy z wyjściem ze wspomnianej przeze mnie wyżej „nory, w której gnijemy”, ma tytułowy bohater jednego z najpopularniejszych obecnie seriali pt. „Dr House”. Uzależniony od opioidowych leków przeciwbólowych w stopniu wpływającym na jego postrzeganie świata, nie chce poddać się odwykowi i dopiero wstrząsające przeżycie nawiedzających go halucynacji powoduje, że udaje się do szpitala psychiatrycznego. Gdy z niego wychodzi, zrywa z całym wcześniejszym życiem, bojąc się wrócić do nałogu, zawsze jednak chce widzieć to, co już widział – ostatecznie wraca do wcześniejszej pracy, a po pewnym czasie także do nałogu. Pragnienie zawarte w myśli Andrzeja Kijowskiego ciągnie go na dno, okazuje się pragnieniem złym, destrukcyjnym,. Nie mam tu na uwadze jedynie skrajnego przypadku panicznego lęku przed wszystkim, co nowe, tzn. neofobii, ale także zwykłe pożądanie spokoju i stabilności, które jest zawarte w znanym przysłowiu: „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Lubimy oglądać ściany, które widzimy codziennie, w których czujemy się bezpiecznie. Wyściubienie nosa poza nasz własny, sprawdzony świat wiele nas kosztuje. Pragnienie widzenia tego, co się już widziało, jest domeną ludzi małych i, jak każda pokusa, jest niezwykle silne i ciężkie do przezwyciężenia. Cenę jego pokonania potrafią zapłacić tylko najwięksi oraz (nie zawsze jednak) ci, którzy nie mają nic do stracenia. To oni zmieniali, zmieniają i zmieniać będą świat – tworzenie historii należy do tych, którzy odważyli się opuścić bezpieczną przystań stabilności, przewidywalności i monotonii w celu wypłynięcia na morze chwiejności, niepewności i nadziei na lepsze jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz