sobota, 21 marca 2015

21.03.15

Co ja tam ostatnio...

Brakuje mi cytatów i wierszy, które gdzieś tu kiedyś wypisałem. Teraz ich znalezienie wymaga szukania, grzebania, przypomnień, powrotów - pomimo tego, że ich doskonałość wymaga ich podręcznej dostępności.

Ostatnio myślę dużo o Przysiędze Duo Duo, Koloniach Różyckiego Pamiętnikach Broniewskiego, wypiskach z Mointagne'a i Wilka stepowego, lecz przede wszystkim o utworze Julii Hartwig pt. próby.

Odkrywa za każdym razem: wiosna! Niechaj króluje świeżość, rzeźwością i żwawość. Codzienność, nie oczekiwania, drobne zdarzenia, nie aspiracje.


I na koniec Piotr Sommer:



Ulubione kawałki

pokłon K.R.

to te, w których ktoś opowiada
jakieś naprawdę drobne zdarzenie
z przeszłości, ale tak, że ta zupełnie
zwykła rzecz, ognisko nad jeziorem, sen
z kimś bardzo bliskim, wspomnienie domu
albo wspólne palenie papierosa na balkonie
w nieznanym mieście ni stąd ni zowąd
rośnie w piersiach do czegoś najważniejszego
na świecie. Przez chwilę
to coś przeszkadza nam w gardle, a my
nie wiemy, co to takiego i z trudem
przełykamy zaskakująco suchą łzę.
Za jakieś trzydzieści lat, myślimy, nikt
nie będzie miał powodu wracać
do tej chwili, a jednak ktoś bezwstydnie
najmłodszy, kto stał obok, będzie ją odtąd nosił
przed oczami, jakby to było wczoraj.

czwartek, 19 marca 2015

19.03.15

Ile to już razy zaczynałem.

Pełen ostrożności, niepewności, umywania rąk, zabezpieczeń i autopomniejszeń. Krążenie w kółko, w środku własnoręcznie narysowanej kredą obręczy.
Mogę teraz z czystym sumieniem kontynuować profanowanie blogowego/dziennikowego/literackiego/narratorskiego, słowem: pisanego rzemiosła.
Chciałbym coś ułożyć. Obrazy, migawki, niedopowiedzenia. 

Podróże. Mgły. Myśli. Kobiety. Kina. Marzenia. Schody. Artykuły. Butelki. Ulice. Piosenki. Owoce. Zachody. Kawiarnie. Kapelusze. Filmy. Ciasta. Zmierzchy. Listy. Kościoły. Papierosy. Deszcze. Gazety. Obłoki. Albumy. Śniadania. Fotografie. Wschody. Rozmowy. Płaszcze. Książki. Restauracje. Podróże.

Pamiętasz? Czy to już zapomniane? 
Życie jest zbyt krótkie, by je prawdziwie przeżyć. Pozwól sobie na nierealność, naiwność, kolejny błąd, nieprzygotowanie. Nie daj się ocalić. Nie ratuj nikogo. Zdaj się na prąd. Każda rzeka płynie do morza, niektóre czasem się łączą, inne satysfakcjonuje jezioro.
Nie, nie jest to pochwała bierności. Wychwalam błądzenie, błędność, wszystko na granicy obłędu. 
Wychwalam siebie.
Nic bardziej obłędnego niż pozór normalności, niż jak zwykle wrażenie.



Zamykam utworem, którego autorem jest Faiz Ahmad Faiz.

Before you came.


Before you came,
things were as they should be:
the sky was the dead-end of sight,
the road was just a road, wine merely wine.

Now everything is like my heart,
a color at the edge of blood:
the grey of your absence, the color of poison, of thorns,
the gold when we meet, the season ablaze,
the yellow of autumn, the red of flowers, of flames,
and the black when you cover the earth
with the coal of dead fires.

And the sky, the road, the glass of wine?
The sky is a shirt wet with tears,
the road a vein about to break,
and the glass of wine a mirror in which
the sky, the road, the world keep changing.

Don’t leave now that you’re here-
Stay. So the world may become like itself again: so the sky
may be the sky,
the road a road,
and the glass of wine not a mirror, just a glass of wine.