wtorek, 4 września 2012

Tytułem kontynuacji


Zacząłem hurraoptymistycznie i pysznie. Nie smacznie, nie ze smakiem, nie w wysmakowanym stylu, ale – ukazując pychę. Jeden z grzechów głównych. Podczas gdy to jego przeciwieństwo, skromność, której źródłem są fałsz lub brak wiary w siebie uważana jest za cnotę. Czy odrzucając skromność automatycznie staje się pyszny? Ze skrajności w skrajność?

Jeśli jednak mam wystrzegać się grzechów głównych, niech tym, do którego uczynienia będzie mi najdalej będzie ostatni, nie pierwszy. Wielu było, których zgubiła chciwość, wielu, których zgubiło jedzenie bądź picie, wielu było rozpustników, gniewnych i zazdrosnych, wielu także leniwych i wielu było, którzy nie zgadzali się z Kopernikiem i jego heliocentryzmem przeciwstawiając mu własną teorię egocentryzmu. Spośród nich jednak tylko grono leniwych nie może pochwalić się zbudowaniem horacjańskiego „pomnika trwalszego niż ze spiżu” przez multum swych przedstawicieli. A właśnie możliwość wypowiedzenia pełną piersią tych właśnie słów, „exegi monumentum...”, jest moim najwyższym celem i marzeniem.
Ponadto porzucając skromność i zbliżając się do pychy, bądź, jak kto woli, stając się pysznym, uprzedzam każdy głos podnoszący sprawę tzw. wody sodowej, która po ewentualnym sukcesie mogłaby uderzyć mi do głowy. To nie może się stać. Stało się, bądź staje się – codziennie.


Autorem niżej zamieszczonego, optymistycznego cytatu jest, jak nietrudno się domyślić, Salvador Dalí:

Każdego ranka kiedy się budzę, doświadczam niespotykanego zachwytu – zachwytu bycia Salvadorem Dalí – i zadaję sobie pytanie, „jakiej wspaniałej rzeczy dokona dziś Salvador Dalí?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz