czwartek, 9 października 2014

Legenda, fragment 2

fragmenty notatnika do nienapisanego poematy "Legenda"
fragment drugi

W życiu piękne są tylko chwile, a życie sztuką jest chwil
Łączenia w sekwencje: sekund w minuty, minut w godziny,

Tych w dni całe i dalej: w tygodnie, miesiące, kwartały i lata.
Ograniczenie przyrodzonej depresji kosztem euforii, szczerej
I szczerej, czasem, może częściej, sztucznie podkręcanej, aż
Chwila spłaty przychodzi, gdy szpony ignorowane rozrywają
Zwoje i umysł się w nitkę rozwija cierpienia bez końca, i tylko
Nożyce zostają. Najgorsza jednak fuszerka – w ostatniej chwili
Tor lotu kuli zmieniony, spadanie zbyt krótkie, operacje, płukania,
Amputacje, kliniki, żyły wszerz, nie wzdłuż rozcinane, półskoki
Pod koła... Stopy, żołądek, przeguby, podniebienie czy skroń
Zapłacą cenę. Zapłacą bezpośrednio, robakami lub ogniem.
Cenę czego?

niedziela, 5 października 2014

05.10.14

Jak zawsze przy wpisywaniu daty konieczne jest, bym spojrzał na kalendarz.
Jesień.
Jesień, więc żeby daleko nie szukać, to będzie Jesienin. Jeden z tych doskonałych utworów, które sprawiają, że gdy używa się słowa "piękno", jest się pewnym, że wyraz ten oznacza to, co oznaczać powinien. Tłumaczył Wiktor Woroszylski.
I to na tyle, bo, cóż, giętkość pióra choćbym udawał, nie rozgrzeję siebie na pewno.

Więc jesień. A to Jesienin:

***
Oziębłością mnie, droga, nie dręcz
I nie pytaj, czy lat mam wiele.
Przez okrutną trawiony febrę,
Wyschłem duszą na czarny szkielet.

W czasach sielskich, nie bardzo dawnych,
Tak dziecinnie mi się przyśniło,
Że, bogaty jak król i sławny,
Wszystkich kobiet zdobędę miłość.

Tak, bogatym! Wspominam czule
Swój cylinder wbity na bakier.
Jeszcze został mi półkoszulek
I zdeptanych półbutów lakier.

Sława — owszem, także niezgorzej:
Wszystkich miast szanowna hołota
Przed imieniem mym pierzcha w zgrozie,
Jak przed wrzaskiem dziwki spod płota.

Miłość... Ach, to najlepszy kawał!
Całujemy, a wargi — drewno.
Młodość uczuć choćbym udawał,
Nie rozgrzeję ciebie na pewno.

Wpadać w rozpacz chyba za wcześnie,
No, a o smutku trochę — nie szkodzi!
Od twych włosów złocistszym chrzęstem
Szumi kurhan w młodej lebiodzie.

Ja bym chciał z powrotem w tę stronę,
Gdzie z pogodnym sercem i myślą
W bezimiennej ciszy utonę
I dziecinne sny mi się przyśnią.

Ale sny o czymś innym, nowym,
Nieznajomym ziemi i trawie,
Czego nikt nie wyrazi słowem,
Czego nazwać sam nie potrafię.