niedziela, 16 września 2012

16.09.12

Jak wiele zamierzam tu powiedzieć, odsłonić, pokazać? Już tak pięknie wykreowałem się na pewnego siebie bohatera, że cokolwiek, mniej lub bardziej intymnego, mogłoby zniszczyć tę legendę, obalić ten mit. Wejść w strefę fałszu się nie godzi, tym bardziej fałszu najgorszego, bo skierowanego przeciw samemu sobie we własnym dzienniku. Nawet takiemu, który leży w otwartej szufladzie.

Moje życie duchowe nie jest tak ubogie, by już, tutaj, zakończyć wpis. Chciałem w tym miejscu dodać "na szczęście", lecz coś mnie powstrzymało. Co? Lepiej wyraził to Charles Bukowski w wierszu pt. "co ja poradzę?"

to prawda:
ból i cierpienie
sprzyja
tak zwanej
twórczości artystycznej.
 

gdybym mógł decydować
nigdy bym sobie
nie wybrał
tego cholernego
bólu
i cierpienia
ale one jakoś same
mnie znajdują.
 

a honoraria
wciąż
wpływają.

Gdyby świat był tak prosty, ból plus honoraria lub szczęście bez nich. Tymczasem można wylosować pieniądze bez cierpienia lub udrękę bez funduszy. Więcej do wygrania, ale i więcej do przegrania. Czy lepsze od loterii byłoby stabilne do bólu bezpieczeństwo? Kim jestem: żeglarzem czy farmerem?

Wraz z nazwiskiem Bukowskiego pojawiło się nawiązanie do tzw. Beat Generation, nawiązanie całkiem na miejscu w związku z wczorajszą premierą filmu "W drodze" na podstawie kultowej (bez tego przymiotnika wspominanie o tej książce to jak wspominanie o Piśmie bez epitetu "Święty") powieści Jacka Kerouaca. Powieści, którą wchłonąłem na początku miesiąca. Filmu dotychczas nie widziałem, to chyba dobrze, oczekiwania ogromne i żaden, choćby najlepszy obraz nie byłby w stanie im podołać. Z drugiej strony ciekawość pcha coraz mocniej. Pcha...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz