Po tak jednoznacznym określeniu się nie czas teraz chyba na rozważanie za i przeciw, ewentualnych strat i zysków, by roztrząsaniem raz na zawsze podjętej decyzji jej samej nie zachwiać.
Jednakże iść w poezję to iść w ożenek z nicością, nicością, która jeśliby miała coś urodzić, to najprawdopodobniej czyniąc ze swojego owocu pogrobowca. Nieśmiertelność jest miłą i pożądaną nagrodą, nie przeczę, ja jednak preferuje doczesne korzyści, sławę, majątek, a przynajmniej wolnośc od trosk materialnych, i te wszystkie drobniejsze rzeczy, które składają się na moją wizję życia idealnego, niewiele różniącą się od innych tego typu wyobrażeń. Idąc tym tropem, powinienem wziąć się za pisanie powieści. Machnąć porządną komercyjną cegłę wykorzystując swoją nieprzeciętną wyobraźnię, talent i intuicję, całkowicie dopasowując się do wymagań rynku i czytelników. Wszystko po to, by znaleźć się na półce w empiku obok Stephena Kinga i przyszłość uzależnić jedynie od własnego widzimisię.
Pisanie powieści wymaga jednak systematyczności, nie jest czymś, co można robić w weekendy, lecz co najwyżej nocami. Optymalnie oczywiście byłoby wyjechać nad morze czy w góry, zależnie od osobistych preferencji, i tam, w zaciszu, nie myśląc o niczym innym, bez zmartwień, po prostu pisać. Na taki scenariusz nie mogą jednak liczyć amatorzy marzący o wydaniu swej pierwszej książki, tzn. ja. Wyzwanie jest ogromne, niemniej jednak można mu podołać. Czy je przyjmuję? Oczywiście. Kto miałby mu podołać, jeśli nie ja? Jednak nie w tej chwili, nie teraz, zaraz, od jutra. "Przed oczyma duszy mojej" widzę jednak już ostateczną postać, formę, kształt, jaką przyjmuję jego realizacja, nie chowa się ona za horyzontem. Największe objawienie XXI wieku nie zamierza jednak spieszyć się ze swoim objawieniem. Niech najpierw skończy się świat. Gdyby to jednak nie nastąpiło, cóż, wtedy, ratując swój honor, będę musiał podtrzymać deklarację i dotrzymać słowa, by obietnice moje nie stały się obiecankami, lecz zapowiedzi - przepowiedniami, a ja sam - prorokiem.
Różne istnieją drogi, lecz cóż z tego, trzeba je omijać z daleka, by podążać własną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz