wtorek, 22 kwietnia 2014

22.04.14

Przeglądam tomy w poszukiwaniu wiersza, cytatu, wypisku. Zeszyty, książki, notatniki, nawet luźne kartki. Grzebię na dysku, nic. Nic mi nie odpowiada i nie pasuje, przebiegam tylko wzrokiem po kolejnych literach, eliminuję zdania nie przeczytawszy słów. Zamykam i odkładam wszystko.
Napisać coś od siebie. Gdzie tam. Co. Nie teraz. Później. Choć trzeba wypełnić przestrzeń pomiędzy dniami, trzeba zapisać kartki dziennika. Trzeba dokądś zdążać. Życie bez celu jest błądzeniem, powtarzając za Seneką, lecz czym życie z celem, lecz bez błądzenia? Byciem, egzystencją, nie-życiem. Błądzenie być musi, zawiera się w każdym dążeniu. I cel, konieczny jest cel. Wtedy jest życie. Dla bycia cel, dla życia błądzenie. 
Pobłądziłem. Wszystko wyżej napisałem jako próbę nabrania rozpędu, lecz słowa nie płyną. Zostawiam świadectwo niemocy dnia dzisiejszego. Nie ukrywam, że nie chce mi się, ale żeby się lepiej poczuć bez poloty zapisuję coś zamiast niczego. Nietzsche będzie innym razem. Czas na film?

No dobra, niech jednak będzie coś pięknego. Pięknego do bólu. I oczywiście o miłości. Szekspir. Sonet 116. Tł. St. Barańczak:

Sonet 116
Nie ma miejsca we wspólnej dwojga serc przestrzeni
Dla barier, przeszkód. Miłość to nie miłość, jeśli
Zmienny świat naśladując, sama się odmieni
Lub zgodzi się nie istnieć, gdy ktoś ją przekreśli.

O nie: to znak, wzniesiony wiecznie nad bałwany,
Bez drżenia w twarz patrzący sztormom i cyklonom - 
Gwiazda zbłąkanej łodzi, nieoszacowanej
Wartości, choćby pułap jej zmierzył astronom.

Miłość to nie igraszka Czasu: niech kwitnące
Róże wdzięków podcina sierpem zdrajca blady - 
Miłości nie odmienią chwile, dni, miesiące,
Ona trwa - i trwać będzie po sam skraj zagłady

Jeśli się mylę, wszystko inne też mnie łudzi:
Że piszę to; że kochał choć raz któryś z ludzi.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

14.04.14

Gdybym zaczął pisać regularnie, w lustro bym więcej nie spojrzał. W jakim świecie ja żyję, jaka jest jego diagnoza, czy ktoś stawia taką, która mogłaby stanowić oparcie lub choć grząski grunt? Nie za często należy rozmawiać ze sobą, unikam tego starannie, i kiedy nagle się zbieram, spostrzegam jak mija czas i jak zmieniam się ja. 
Rozmawiam ze sobą topornie, rozmawiam ze sobą finezyjnie, rozmawiam ze sobą słowami nieswoimi, arogancką składnią, szpanerską semantyką, ułomną fonetyką, wygooglowaną erudycją. Uwypuklam każdą niedoskonałość krzycząc, że to mój styl, że po tym proszę mnie rozpoznawać. Błędów nie ukrywam za kamienną twarzą, z błędów robię atuty, tak to się dzieje w tym tu moim dziwnym świecie. Bywają dni wstydu i bywają dni ekshibicjonizmu. Labilność.
Znów rozmowa ze sobą o rozmawianiu ze sobą. Szturchany kijem autotematyzm. Patykiem zagarniana rzęsa. Jarosław Iwaszkiewicz. 

Biografia

Przyśniłeś mi się jeszcze tam na stepie,
Gdy księżyc nad kurhanem wschodził różowym ciałem,
Widziałem cię w mieście, na ulicy, w sklepie,
W przejrzystej wodzie ciebie widziałem.

Szedłeś za mną przez całe moje długie życie,
Słyszałem wciąż za sobą uparte stąpanie,
Nie wiedziałem, że ciągle żyjesz we mnie skrycie,
Hamlecie, młody Fauście, stary Don Juanie.