Przeplatam wpisy utworami wierszowanymi. Tematami takich utworów są najczęściej, oczywiście, miłość i filozoficzne rozmyślania o sobie, sensie istnienia itd. itp. Dziennik twórcy zwykle rzuca pewne światło na jego inspirację, źródło natchnienia. Autorzy takich publicznych notatników opowiadają zwykle o swoim życiu towarzyskim, lekturach, podróżach czy po myślach kłębiących im się w głowie. Nazywanie dziennikiem tej formy jest oczywistym nieporozumieniem, niemniej jednak niewątpliwie jest to fascynujący, choć osobny gatunek literacki. Cóż, biorąc pod uwagę moją fikcyjność, w tym przypadku nie tak bardzo fascynujący. Będąc formalnie nikim, nie opowiem o arcyinteresującej konferencji w gronie mistrzów pióra czy innych sław, wrażeniach z pierwszego bądź kolejnego spotkania autorskiego czy reakcji na nominację do nagrody Nike lub, w dalszej perspektywie, Nobla.
Nic nowego tu nie mówię, powtarzam się i błądzę. Dla klarowności i jasności ujęcia posłużę się jeszcze na koniec krótkim ustępem z "Ars poetica?" Czesława Miłosza, darując sobie kopiowanie całego utworu:
Trudno pojąć skąd się bierze ta duma poetów
jeżeli wstyd im nieraz, że widać ich słabość.
Mogę jednak opowiedzieć o wielu innych rzeczach, czyniąc atut ze swej, jak sądzę, oryginalnej cechy, tj. podwójnej fikcyjności, bo przecież to j a s a m jestem kreowany, a do tego j a s a m kreuję siebie. Cytując raz jeszcze, tym razem Jacka Kerouaca, o którym wkrótce więcej z mojej strony:
Bez strachu czy wstydu co do godności własnego doświadczenia, języka i wiedzy
I jakoś udało mi się wybrnąć z zaułka, ślepej uliczki, w którą prawie sam się zapędziłem. Spokojnie kontynuować mogę marsz, bieg, marszobieg, czołganie, podskoki, cokolwiek tylko przyjdzie mi na myśl, moją własną drogą nie przekreślając deklaracji ledwo co zadeklarowanych. Tymczasowe, z całą pewnością tymczasowe, rozwianie nadciągających ołowianych chmur wątpliwości. Drobne, bez tęczy, zwycięstwo w walce z samym sobą. Zwycięstwo najcenniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz