sobota, 30 marca 2013

***

***

wszystko co jest robione
w imię nienawiści
wszystko to jest robione
w imię nienawiści
nienawiść ma wiele imion

wszystko co jest robione
w imię miłości
robione jest to wszystko
w imię nienawiści
miłość nie ma imienia

niedziela, 24 marca 2013

24.03.13

Proszę, proszę, 50 wpis, ale co z tego? Czy łatwiej żyje mi się teraz z sobą? Czy są tu plusy, czy są tu minusy, czy są tu tylko kreski stawiane bez ładu i składu, a widzenie w nich minusów zależy tylko od kąta patrzenia? Może jednak milczeć? A może lepiej po prostu być miłym, tak, tak, dobrze, cieszę się, nieźle, tak? A może kreski postawione bez ładu i składu przeciąć kreską prostopadłą lub, jeśli zbyt trudne, uczynić z nich chociaż tajemniczy "x"?


be kind by Charles Bukowski


we are always asked
to understand the other person's
viewpoint
no matter how
out-dated
foolish or
obnoxious.

one is asked
to view
their total error
their life-waste
with
kindliness,
especially if they are
aged.

but age is the total of
our doing.
they have aged
badly
because they have
lived
out of focus,
they have refused to
see.

not their fault?

whose fault?
mine?

I am asked to hide
my viewpoint
from them
for fear of their
fear.

age is no crime

but the shame
of a deliberately
wasted
life

among so many
deliberately
wasted
lives

is.

czwartek, 21 marca 2013

Lepiej nie



Lepiej nie

Lepiej nie wystawiać na szalę
Tego wcale wartościowego życia
Tego z jakiegoś tam punktu widzenia
Na pewno ogromnego szczęścia

Lepiej nie pozwolić ambicji odwadze
Nad strachem lękiem zawładnąć
I na otrzymanym domyślnie wyniku
Nie przeprowadzać działań

Lepiej nie chociaż coś szepce do ucha
Że świat jednak powinien iść naprzód

wtorek, 19 marca 2013

19.03.13

77. Morskie potwory

Czy żyliśmy już kiedyś? Mgła, a razem z nią
podpływają do brzegu te morskie potwory.
I rezerwować stolik, powiedz, czy zdać się na zapach
i dać się porwać wieczornym prądom po ciepłych

uliczkach, hipnozie tutejszych potraw? Morskie
dziwadła są tuż pod powierzchnią, tuż pod szybą
akwarium, w niemym kinie, w śnie. Zadawałem im
pytania, zagadki, czy już żyliśmy, ale nie wiedziały.

A ja? Ta melancholia złudzeń jest dobrym
rocznikiem, wybranym szczepem, dojrzewała długo,
w chłodnych piwnicach, po kwartach księżyca łączyły
się atomy, spółkował tlen, azot, węgiel - teraz się

tym upijam co wieczór, tak postanowiłem uczcić
to życie, ten moment wahania, zanim powiesz mi "nie".

(Tomasz Różycki, "Kolonie", Kraków 2007)


Czy żyliśmy już kiedyś w (takiej samej) iluzji, czy "moment «nie»" stał się już kiedyś momentem naszej śmierci?
Wahajmy się, wahajmy, w podskórnych potworach nadaremnie szukając odpowiedzi i pielęgnując starannie recepturę "Melancholii złudzeń" równą rocznikiem nam i/lub ostatniemu zasłyszanemu "nie".
Tymczasem pora zarezerwować stolik, koniecznie pod oknem. Może ważny jest komfort zanim nadejdzie śmierć, nie chciałem powiedzieć: kolejne "nie", a może chciałem, co za różnica, nie ważne, nie, nie, nie.
Niech nadejdzie, niech zabrzmi, nie dając nadejść, zagłuszając "tak" przychodzące z zakorkowaniem (czy kolejnej?) "Melancholii złudzeń". Niech raczej "nie" przyjdzie z ostatnim jej łykiem.

poniedziałek, 11 marca 2013

wiersz schematyczny



Wiersz schematyczny


zrywanie ze schematem to schemat
patrząc wstecz wyraźnie schematyczny
lecz nie ma innej drogi
poza tym schematycznym schematem:

w akcie samobójstwa pozbawić schemat tlenu
urodzić się na nowo
w sterylnie bezschematycznych warunkach
zbudować nowy porządek
patrząc jak jego kamień węgielny staje się schematem
lecz nie ma innej drogi
poza tą drogą feniksa

lecz nie ma innej drogi
poza tą drogą feniksa

wtorek, 5 marca 2013

05.03.13

Jestem bardzo wygodny, bardzo ceniący wolność i z natury, i z przyzwyczajenia; równie trudno szafujący trudem swoim, co krwią. Mam duszę swobodną i niepodległą, zwyczajną kierować się wedle własnej modły. (...)
Będąc w niebezpieczeństwie, nie tyle myślę o tym, jak go uniknę, ile o tym, jak mało znacząca jest rzeczą, abym go uniknął; gdybym w nim i został, cóż by takiego się stało? Nie mogąc kierować wypadkami, kieruję samym sobą; stosuję się do nich, skoro one nie chcą stosować się do mnie. Nie mam tej sztuki, aby umieć szachrować z losem, umykać mu się albo go niewolić, i aby przemyślnością kierować i naprowadzać rzeczy na moją ścieżkę. Jeszcze bardziej brak mi cierpliwości, aby znieść potrzebne do tego długie i uciążliwe starania. Najuciążliwsze dla mnie położenie — to być w zawieszeniu w rzeczach, które naglą, i wahać się między obawą a nadzieją.

Tyle Montaigne. Człowiek będący w stanie nieustannego zawieszenia i permanentnej (erekcji intelektualnej, chciałoby się rzec za Dalím, lecz niestety) obawy daruje sobie komentarz.