Przypowieść o
statku
Nie znikaj, nie
znikaj, nie rozmywaj się!
Nie znikaj, nie
znikaj, nie rozpływaj się!
Nie top statku,
który nigdzie nie płynie!
Statek ten stoi
w jałowej dolinie.
W dolinie
wiatrów krzyżują się drogi.
Wśród wiatrów
płoną ogniska załogi.
Między ogniska
kapitan sam wchodzi.
Tylko oficer
zupełnie zawodzi.
Zawodził, więc
wisi, znów wszystko pięknie.
Nic tego statku załogi
nie zlęknie.
Więc czemu nie
płynie statek ten dzielny?
Dziś postój,
msza, dzień słoneczny, niedzielny.
Lecz wczoraj, w
sobotę, statek nie płynął.
Przez tydzień
cały choć mili nie minął.
Dlaczego cumuje
wbrew przeznaczeniu?
Dlaczego skrywa
swe maszty w cieniu?
Nie znikaj, nie
znikaj, nie rozmywaj się!
Nie znikaj, nie
znikaj, nie rozpływaj się!
Nie top statku,
który nigdzie nie płynie!
Statku, co stoi
w jałowej dolinie.
Statku, który
wszystko ma oprócz morza.
Statku, któremu
nie świeci Twa zorza.
Wlej
się, wypełnij jałową dolinę!
Ukaż
się, rozświetl ponurą dolinę!
Choć nawet nigdy
się nie pojawiłaś,
Nie dałaś życia znaku,
nie mamiłaś,
Tchnij wiatr,
rozświetl niebo, znak ześlij życia!
I do od brzegu
doprowadź odbicia!
O wodo, pragnie
cię gleba doliny!
O zorzo, pragnie
cię niebo doliny!
Wierzę, z nieba
morze biblijne runie.
Wierzę, zorza
zalśni jak na biegunie.
Wzrusz falami
statek, który nie płynie!
Statek, co stoi
w jałowej dolinie.
Lecz proszę, nie
znikaj, nie rozmywaj się!
Lecz proszę, nie
znikaj, nie rozpływaj się!
Lub utop ten
statek, który nie płynie.
Statek, co stoi
w jałowej dolinie.
I zniknij, i
zniknij, rozmyj się, rozmyj!
I zniknij, i
zniknij, rozpłyń się, rozpłyń!