fragmenty notatnika do nienapisanego poematu "Legenda"
fragment pierwszy
fragment pierwszy
(...) Chciał widzieć siebie na ulicach mglistych, wietrznych i deszczowychStarych miast, okutanego w ciemny płaszcz, skrywającego blade, zimneI roztrzęsione dłonie o długich palcach w przepastnych kieszeniach,Które wyjmował jedynie dla piersiówki i zapałek, chroniącego włosyCiemnym kapeluszem lub czarną parasolką. Szczupła sylwetka nosiZnamiona zdenerwowania, nerwowości, wahania i niepewności, choćNie jest to z pewnością dualizm, władających nim sił oraz szarpiącychJego jestestwo przeciągów wydaje się być więcej niż dwa. Co jeszcze?Rozbiegane oczy, zaciśnięte usta, ekspansywna zmarszczka, niespecjalnyNos i niespecjalne uszy, rozwiane i rozczochrane włosy, kilkudniowy zarost,Mocne i wygodne buty, niewidoczne, kolorowe skarpetki, proste spodnie,Preferowane niebieskie, umiarkowanie wytarte jeansy, ciemny sweter,Prawie niewidoczny pod płaszczem, spełniający funkcję nieokreśloną,Ozdobno-poetycką szalik, zbyt krótki i wąski by nazwać go szalem.Może prószy śnieg,Może właśnie z donośnym bębnieniem leci na łeb, na szyję i na brukGrad, może wcale nie ma kapelusza ni parasolki, ponieważ dokoła dmieSilny wiatr. Może spieszy się gdzieś i ociera o zbyt banalną śmierć,I przyspiesza jeszcze bardziej, poganiany przez nieliczne klaksonyI krzyki woźniców, może stoi na środku chodnika i widzi perfekcjęW liniach kamienic oświetlanych bladymi latarniami, cud płatkówŚniegu migających w ich świetle, ideał zasłoniętego wilgotną mgłąŚwiata. Może widzi doskonałość w krokach przechodnia niosącegoInstrument w aksamitnym futerale, który, samotny, z zażenowaniemskrywa zdumioną twarz widząc samotniejszego człowieka. WszystkoTo niczym czarno-białe fotografie, vintage, prawie międzywojnie, jakoŻe w nim samym, nieustannie oblężonym, ciągle toczy się wojna, i choćzawsze bliski, by raz na zawsze się poddać, nigdy tego nie robi do końca,Trudno pojąć dlaczego.Idzie i mija rozbitą butelkę coca-coli, zdaje się, design klasyczny.W aptekach nie ma już leków z koką, wszystkie iluzje zostały rozbite,Wszystkiego należy unikać, co rodzi sprzeczność, bo jak uniknąć życiaNie unikając śmierci, i jak uniknąć śmierci nie unikająć życia? Ponadto,Nie jest pewny, czy cokolwiek istnieje, dlaczego by więc czegokolwiekUnikać? Unikając unikania uniknąłby unikania zbędnego i bezcelowego.Pozornie komfortowa sytuacja jest bardzo niewygodna, rodzi wątpliwości,I już zostaje jedynie dylemat robić-nierobić, unikać-nieunikać, w końcuNastępuje powrót do być-niebyć, słów kaznodziei, rysunków naskalnychI wcześniej, to jakby nie ma cywilizacji, nikt nie widzi różnicy, to jakbyNie ma człowieka, nikt nie widzi różnicy, to jakby nie ma Ziemi, nikt nieWidzi różnicy, to jakby nie ma Drogi Mlecznej, nikt nie widzi różnicy, toJakby nie ma Wszechświata, nikt nie widzi różnicy, jako że nikogo nie maI nie ma czego niewidzieć, i nie istnieje pojęcie różnicy. On nieprzerwanieIdzie i na drodze jego nie ma żadnego mostu, nic groźnego dlań nie istnieje,Gdyż wszystko wymaga pomocy, apatia ratuje przed skutkiem weltschmertzu.Nareszcie!Wstępuje na kawę, gdzie, nie wie, lokal niedrogi, może obskurny, przeżarteDrzewo, kurz i okruchy, podłoga w roli kosza na śmieci, ściany i sufit, nazbytCzęsto oblewane kawą, herbatą, alkoholami i płynami ustrojowymi; to rodziZagadkę, to powoduje naklejanie kolejnych wciąż warstw plakatów, odklejoneDogorywają u zbiegu ścian i podłogi, prawie klepiska. Myli kelnera z menelemIdącym do kibla, następną godzinę spędza zastanawiając się, skąd tu w ogóleInstytucja kelnera (...)