Czym dla memorialisty jest "dziura w pamięci", tym dla prowadzącego dziennik "dziura w reakcjach". Reaguje się niby na świat, tkwi się w nim dostatecznie głęboko, by "normalnie funkcjonować": ale samymi odruchami, bez smaku i ciekawości, nakręcając zegar własnego życia i popychając zmęczone wahadło, ilekroć słabnie dźwięk wybijanych godzin. Więc "dziura", którą mam na myśli, byłaby zbliżona raczej do małego ataku acedii, gdy wszystko obojętnieje i matowieje, staje się sypkie i miałkie, bez wpływu pozornie na codzienne zajęcia i nawyki. Nieuchwytny jest moment nastania takiej przerwy, mglisty moment jej końca.
"Dziura w reakcjach" czyż nie wzięła się ze skonstatowania faktu "wyprawienia się po wełnę" i ujrzenia przed sobą widma "powrócenia przystrzyżonym"? Z nagłego zderzenia z pustką, próżnią, niemocą twórczą? Z pomocą przychodzi tutaj Philip Sydney, w "Sonecie I" w usta Muzy wkładający najlepsze możliwe lekarstwo na małe czy duże, gwałtowne czy łagodne "ataki acedii", a także na acedię przewlekłą:
Biting my treward pen, beating myself for spite,
"Fool", said my Muse to me, "look in thy heart and write!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz