czwartek, 18 października 2012

Granat odc. 2



„Newsweek”. Pięć złotych. Wciąż jestem na tej ławce. To chyba wciąż ten poniedziałek. Strzępy miejsc, które przemknęły przez moją głowę, to były wspomnienia. To muszą być wspomnienia, muszą mieć wspólny mianownik, muszę ułożyć te puzzle i sprawić, by rzeka mojej świadomości popłynęła znów jednostajnym strumieniem. Znaleźć jej źródło.
Zawsze uwielbiałem oglądać okładki czasopism. Studiowałem dokładnie każdy szczegół ludzkich twarzy, miejsc czy przedmiotów, które się na nich pojawiały. Być może dlatego zdziwiła mnie niewyraźność okładki najnowszego wydania gazety, którą trzymałem w ręku. Wciąż jednak nie mogę uwierzyć, że naprawdę była na niej twarz. Nie byle jaka twarz. Ta twarz.
 Ten facet. Jego oczy. Moje oczy.

*      

Kuchnia. Kawa. Chyba. Równie dobrze może to być coca-cola czy czernina, bez różnicy, i tak straciłem węch oraz smak. To już dwa zmysły. Który będzie następny? Dotyk? Wzrok? Słuch? Szóstego zmysłu nigdy nie miałem. Czy gdy następnym razem stanę twarzą w twarz z rzeczywistością, będę widział otaczający mnie świat, słyszał jego odgłosy? Jaką rzeczywistością? Czy istnieje jakakolwiek rzeczywistość? Jestem taki zagubiony. Nie mam nawet pewności, czy istnieję, czy śnię, czy egzystuję w przeszłości oglądając własne wspomnienia, czy tkwię w tu i teraz? Czy świat i życie nie jest tylko złudą?
Uśmiechnąłem się na myśl, jak wielu filozofów roztrząsało to zagadnienie i wysnuwało niezwykle zawiłe twierdzenia, mające udowodnić realność istnienia fizycznego świata. Te abstrakcyjne wywody jajogłowych zawsze wydawały mi się niezwykle bezsensowe, bezcelowe, wręcz absurdalne. Teraz najchętniej przekopałbym wszystkie biblioteki świata próbując porównać i zrozumieć te bzdurne rozmyślania. Może pomogłyby mi się odnaleźć. W czym? Nie wiem. Po prostu odnaleźć. Odnaleźć coś, w czym mógłbym się odnaleźć.
Strach przyćmił mój umysł, już i tak wystarczająco przyćmiony, niemal zgaszony, przez coś nieokreślonego, nieznanego, tajemniczego i przerażającego. Przez coś.
Łyk chyba-kawy. Wzrok pada na jakąś kartkę. Moje pismo. Coś pisałem. Ciekawe, jak długo tak tu siedzę nad tą chyba-kawą. Jaki dzisiaj dzień? Ma to jakieś znaczenie? Czas już dawno przestał dla mnie istnieć. Nie tylko on. Ja sam przestałem istnieć dla siebie.

Sherlocku Holmesie, Herculesie Poirocie, Adrianie Monku, szanowny panie Krzysztofie Rutkowski, posłuchajcie:
Zaniki pamięci. Owoc granatu. Kominiarka. Zmywacz. Utrata węchu. Pies tańczący z kotem wyrysowany nożem na klatce piersiowej. Zakupy w żółtym sklepie. Sklep z bronią. Supermarket, noże w wózku. Apteka, dwie torby leków.
1.      Uporządkuj chronologicznie. 
2. Znajdź wspólny mianownik. Klej do sklejenia odłamków. Chędożony punkt odniesienia.

Absurdalność notatki sprawiła, że wybuchnąłem śmiechem. Przestraszone i spięte ciało, skłębione, splątane myśli ustąpiły miejsca uczuciu odprężenia i rozładowania. Śmiech neutralizujący toksyny nagromadzone w głowie i ciele czy narkotyk w chyba-kawie?
 Notatka do detektywów. „Chędożony”. Szkolne polecenia. Naprawdę mi odbiło. Popadłem w obłęd.

*      

Zapach cynamonu, moczu i curry. Nagle uczucie, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak. Przecież straciłem węch. I smak. Więc śniłem zapachy. Jakaś dziwna mieszanka. Już nic nie jest normalne, żadnego oparcia, żadnej pewności, normalności, stałości, oczywistości. Sen, jawa, przeszłość, teraźniejszość, wszystko się pomieszało, zlało w jedno i… zniknęło. Drzwi się zamknęły. Czasami tylko, w przebłysku świadomości, spoglądam przez dziurkę od klucza.
Otwieram oczy. Wciąż potrafię widzieć! Leżę z policzkiem przytulonym do podłogi. Spałem. Zemdlałem. Nie wiem. Nie mam zębów, mam guza. Ale to pamiątka po upadku pod prysznicem. Teraz coś innego. Nie wiem. Jestem w kuchni. Tak, jestem w kuchni. Chyba wciąż. Szybko, szybko, ostatnie wspomnienie, jaki to był dzień, co się stało?
Podnoszę się z parteru i mętnym wzrokiem ogarniam pomieszczenie. Wzrok zatrzymuje się na stole. Kubek z resztką chyba-kawy i kartka papieru. Komiczna notatka.
Cóż, sam spróbuję rozwiązać śmieszne polecenia swojego autorstwa.
            Dodam kominiarkę, noże i broń, otrzymam napad, rozbój, przestępczy epizod. Nawet wyjaśnia to genezę piętna na korpusie – więzienny tatuaż, symbol przynależności do jakiejś grupy, podpis, nowa, gangsterska tożsamość? Utrata węchu i zaniki pamięci mogłyby być efektem jakiejś bójki. Trochę naciągane.
            Dodam zmywacz, utratę węchu i leki, otrzymam lekomanię. Widocznie zmywacz mi nie wystarczał, sięgnąłem po leki, coraz mocniejsze, stąd utrata węchu, smaku, zaniki pamięci. Znamię nie pasuje. Cóż. Nadprzyrodzone moce? Może okaleczyłem się sam? Brzmi prawdopodobnie.
            Jak ma się jednak do tego wszystkiego owoc granatu?
            Więzienie czy nałóg? Przestępczy incydent? Śmiem powątpiewać. Uzależnienie? Nigdy nie byłem silnym człowiekiem. Całkiem możliwe, że coś prawiło, że pękłem. Absurdalne, ale będę się tego trzymał. Czegoś muszę. Spróbować walki z obłędem. Z niczym. Z pustką, która rozciąga się dookoła.
            Łyk niby-kawy. Nagłe uczucie sprzeczności. Żółty sklep. Granat. „Newsweek”.

*      
           
            Ławka. Okładka „Newsweeka”. Rozmazane, niewyraźne, przybliżone zdjęcie faceta w kominiarce. Jego oczy. Moje oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz