niedziela, 14 października 2012

Granat odc. 1


Błysk kłów, ogony wiszące na sznurze niczym pranie. Chory sen. Pora wrócić do rzeczywistości. Która godzina? Już tak późno?! Jestem spóźniony!
Chwila… Gdzie ja się w ogóle znajduję? Co to za łóżko? Co to za pokój? Skąd ja... PIĄTEK?! Jaki piątek? Przecież doskonale pamiętam, że wczoraj był poniedziałek, jak zawsze kupiłem w kiosku „Newsweeka”, jak zawsze wertowałem go przed zaśnięciem, powinien tu gdzieś leżeć…
Co na moim nocnym stoliku robi kominiarka?! Napadnięto mnie? Nie czuję żadnych obrażeń, żadnego bólu, wręcz przeciwnie, jestem świeży i wypoczęty, jak długo spałem? Chyba nie trzy doby? Skąd tu taki porządek? Gdzie moi nieodłączni współlokatorzy, kurz i rozgardiasz? Sterylne warunki, tutaj?! Jedynie buty leżące pod drzwiami, owoc granatu w jednym z butów, kominiarka i otwarta buteleczka zmywacza do paznokci zakłócają obraz idealnego porządku. Zmywacz? Co tu robi zmywacz? Nie to jest jednak najgorsze, ja… nie potrafię poczuć jego woni! Nie czuję nic! Straciłem powonienie! Pomimo fiołkowego odświeżacza powietrza, pomimo buteleczki wypełnionej chemiczną, drażniącą nos substancją, powietrze pozostaje czyste, zupełnie tak, jakby ktoś pieczołowicie je wyszorował.
Lęk przytłoczył mnie zupełnie. Nie potrafię znaleźć w sobie wystarczająco wiele odwagi, by wstać i stanąć twarzą w twarz z tym całym niewyjaśnionym czymś. Może powinienem założyć tę tajemniczą kominiarkę i ukryć swoje oblicze przed nieznanym czającym się za drzwiami? Nieznanym czym? Przeszłością? Przyszłością? Które z nich kryje w sobie gorszy sekret?
Tymczasem jest tylko teraz, i jest tylko wszechogarniający strach.

*      

            Ból. Nagle sięgający trzewi ból. Zamroczenie, chyba utrata przytomności. Chwiejne, z trudem, poddźwignięcie się na nogi. Mokra posadzka. Dotyk i odgłos wciąż lejącej się wody.
            Brałem prysznic i upadłem. Pocałowałem ścianę. Czułem własne zęby pod stopami, czułem pulsowanie guza, czułem, jak moja klatka piersiowa płonie żywym ogniem.
            Prawdziwy strach, który niemal przyćmił ból, poczułem jednak dopiero, gdy zobaczyłem dziwny wzór na swoim korpusie. Choć widziałem go do góry nogami, przypominał psa tańczącego z kotem. Nigdy nie robiłem sobie tatuażu. Może jednak? Ostatnie wspomnienie z rana, co działo się przez cały dzień? Z dziwnych nacięć na klatce piersiowej wypływa krew. Świeży tatuaż? Rana?

*      

            - To będzie 5 zł – powiedziała sprzedawczyni w kiosku.    
            Wziąłem gazetę i usiadłem na ławce nieopodal, by spokojnie poczytać najnowsze wydanie.
            Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że dzisiaj poniedziałek i że to właśnie z poniedziałku pochodzi moje ostatnie wspomnienie, pomijając dwa krótkie urywki z piątku.
            Piątek! Natychmiast z przerażeniem rozpiąłem koszulę, którą miałem na sobie, co nawiasem mówiąc było dziwne, gdyż nienawidziłem koszul, i zobaczyłem, że dziwny wzór wciąż znajduje się na mojej klatce piersiowej. Poczułem lekką ulgę widząc, że nie wypływa z niego krew, choć mój korpus wyglądał jak tworzywo szalonego artysty rysującego, czy może raczej rzeźbiącego, nożem w ludzkim ciele. Wzdrygnąłem się. To z pewnością nie jest tatuaż.
             Nie wiem, co robiłem w ostatnim tygodniu! Nie mam najmniejszego pojęcia! Spróbowałem przypomnieć sobie chociaż ostatni miesiąc, rok, jednak zauważyłem, że moja pamięć zawiera luki. Olbrzymie luki. Spojrzałem na „Newsweeka”. Pięć złotych.

*    

            - To będzie 69,99 – powiedziała sprzedawczyni za ladą.
            Wziąłem reklamówkę z zakupem i spokojnym krokiem udałem się do żółtego wyjścia.
            Spokojnym krokiem? Dlaczego akurat to widziałem tak wyraźnie? Swój spokojny krok? Jaki inny mógłby on być? Pospieszny, nerwowy, próbujący ukryć jakiś niewygodny fakt?
            I chyba najważniejsze pytanie: co kupiłem?

*      

Sklep z bronią. Dziwnie patrzący się na mnie facet. Wychodzę.
Supermarket. Zestaw noży w wózku.
Apteka. Wychodzę z dwoma siatkami w ręku.
Wieczór, potykam się o szczerbę w chodniku.
Czy to się właśnie dzieje? Czy to kolejne dziwne urywki z mojego życia-nieżycia ? Czy widzę przeszłość? Przyszłość? Dlaczego czas zlał się w jeden strumień? Czy może trafniej, stał się zakręconym kranem, z którego od czasu do czasu spada samotna kropla? Kropla wsiąkająca w jałową ziemię pamięci. Jak odkręcić ten kran? Co spowodowało, że został zakręcony? Wydaje się oczywiste, że klucz do rozwiązania tkwi gdzieś w przeszłości. 
Jak jednak go znaleźć, gdy gleba umysłu stała się nieurodzajna, pozbawiona deszczu wspomnień, uczuć i emocji?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz