środa, 24 października 2012

24.10.12

Chwilowo porzucając Pessoę, na kim mógłbym skupić wzrok?

Charles Bukowski. Niezwykle trzeźwy alkoholik. Przedstawiciel Beat Generation. Naprawdę? Jaki tam przedstawiciel, ruch ruchem, nihil novi sub solo, kolejne stracone pokolenie, jak każde, nie ma "wygranych" , bo i cóż by to mogło oznaczać? Powrót do raju?
Genialny poeta, powieściopisarz. Cóż więcej? Chciałoby się cytować, cytować, cytować, przepisywać i zagłębiać się wciąż od nowa w owoce jego pracy, smakować je i przetrawiać gruntownie, gruntownie, niewiele jest do wydalenia. Ograniczę się jednak do dwóch wyjątków z powieści. Zacznę od tego pochodzącego z "Kobiet":

Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad. Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni. Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej. Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju.


i skończę na poniższym, pochodzącym z powieści "Ham on rye". Wciąż odnosi się on do mnie.
[ Po namyśle dopisuję w kwadratowym, a co mi tam, nawiasie, że przecież wszystko, co tutaj zamieszczam, odnosi się do mnie lub mojego kreatora. Wiem, że jestem tworzycielem (nieustannym, nieprzerwanym; nie stworzycielem raz na zawsze) siebie samego. Wierzę także wciąż (więcej: wiem, że on istnieje) w istnienie innego kreatora, lecz pytam go: dlaczego stworzył mnie takim, jakim jestem? Czy jestem jego odbiciem? Dlaczego nie wyidealizowanym obrazem, tylko szkicem lęków i obaw ukrytych i jawnych? Czy jego to wina, czy moja? Czy wspólna? ]
Kolejny raz mój manuskrypt został odrzucony. Rozpacz szarpie me serce, życie stoi w miejscu. Jak zaczerpnąć powietrza, gdy ciało przykrył szczelny klosz porażek? Dzienniczku mój, uściśnij moją dłoń i przeprowadź mnie przez zły świat, ku kolejnej dacie na twych stronicach.
Wracając do głównego wątku dzisiejszego wpisu, oto wspomniany fragment z "Ham on rye":

Na samą myśl, że muszę kimś zostać, ogarniał mnie nie tylko strach, ale wręcz mdłości. Nie mogłem znieść myśli, że zostanę prawnikiem, radnym, inżynierem czy czymś takim. Ożenię się, będę miał dzieci, dam się złapać w strukturę rodzinną. Codziennie będę chodził do pracy i wracał. Niemożliwa sprawa. 

Jak trudno skomentować, jak trudno stawić czoła, jak chciałoby się uciec od tych czy innych słów Bukowskiego. Naga, okrutnie naturalistyczna, bezlitosna prawda budząca głębokie lęki, szarpiąca z trudem zasklepione blizny powstałe przy nieuważnym zadraśnięciu się ostrzejszą niż codzienną, stępiałą myślą.

1 komentarz: