czwartek, 27 czerwca 2013

Romek i Julka



Romek, lat 16, przygotowuje się do egzaminu gimnazjalnego. Pomimo niewątpliwego talentu i sumienności chłopca wszystkie jego wysiłki mają się jednak okazać bezcelowe, gdy podczas nudnego apelu z okazji pierwszego dnia wiosny, połączonego z jeszcze nudniejszym występem szkolnego kółka teatralnego, zauważa śpiewającą w chórku pierwszoklasistkę. „Zauważa” nie jest z całą pewnością najlepszym określeniem momentu inicjacji skomplikowanych procesów chemicznych w umyśle Romka, momentu początku jedynej społecznie akceptowanej formy obłędu – miłości. Jakże ubogie są słowniki świata, choć tak opasłe i w wadze swojej potencjalnym narzędziem zbrodni!
Julka, lat 14, kompletnie przewróciła w głowie statecznemu dotąd Romkowi. Chłopak traci apetyt, cierpi na bezsenność, nie potrafi się skoncentrować, zaczyna mieć problemy natury towarzyskiej i edukacyjnej. Do czasu, kiedy pierwszego kwietnia, mając święto Prima Aprilis jako alibi, zdobywa się na odwagę i zaprzyjaźnia z Julką.
Romek zadowolony jest z tego, co pokazał na egzaminach i pewny jest satysfakcjonujących wyników. W międzyczasie przyjaźń przeradza się w żarliwą miłość. Wszystko układa się idealnie – tak, to punkt kulminacyjny tragedii, od którego losy bohaterów przedstawione w następnych aktach i scenach toczą się po równi pochyłej niczym kamień po nachylonej desce.
Romek, dzięki świetnie napisanym egzaminom, staje przed trudnym dla każdego chyba młodego człowieka wyborem streszczającym się w krótkim pytaniu „co dalej?”. Wymarzone, renomowane liceum z internatem czy najbliższa szkoła ponadgimnazjalna? Zaiste, nierozwiązywalny dylemat, hamartia godna pióra współczesnego Sofoklesa: miłość czy przyszłość?
Dobrze, spokojnie, wiem, że pytanie jest fatalnie postawione, oto natychmiastowe sprostowanie: w jakim stopniu podmiot, kóry kochamy, staje się autonomiczną cząstką naszego „ja”, głównego ośrodka naszego jestestwa? Ba, w jakim stopniu wręcz najdroższa osoba czyni z samego najściślejszego jądra naszej antymaterii elektron krążący dookoła jej własnej duszy? Czy miłość to zaledwie chemiczny proces przemiany samowystarczalnego jądra w bezwolny, całkowicie zależny elektron? Lepiej? Mądrzej? Filozoficzne pytania o sens miłości można tutaj mnożyć, oczywiście, lecz to nie interesuje Romka.
Tak naprawdę Romka nic już nie interesuje, gdyż dylemat wydawałoby się nierozwiązywalny rozwiązują ambitni rodzice pragnący, aby ich syn skupił się na sobie i swojej świetlanej, bogatej w materialne posiadanie przyszłości. Zbyt ostro, niepotrzebnie ironicznie? A więc rodzice Romka stawiają na szali jego szczeniacką miłość, aby wspólna przyszłość, o kruchych teraz co prawda perspektywach, upłynęła kochankom pod szyldem bezpiecznego, godnego życia.
Z konsekwencji takiego rozwoju wypadków Romek zdaje sobie sprawę dopiero, gdy musi obwieścić to jakże dojrzałe orzeczenie swej jakże niedojrzałej ukochanej.
Niemiły i trudny problem po raz kolejny rozwiązał się sam. Julka odstawia Romka na boczny tor i wsiada do innej lokomotywy. W tym momencie, po tragicznym zbłądzeniu młodej dziewczyny, wydaję się, że naturalnym finałem byłoby rozwidlenie wspólnej drogi obojga kochanków. Nie mogę jednak pozwolić, aby ten materiał na tragedię porwał mi się w rękach na strzępy.
Tak więc Romek, zrozpaczony i złamany, nie ma już sił wyrąbywać młodą, lecz tępą maczetą swych czynów duktu w dziewiczym lesie przyszłości. Postanawia więc odebrać sobie życie. Tak, tak, w końcu wyłuszczam tu zarys tragedii, która stanie się dziełem mojego życia. Sofokles, Szekspir, Beckett... już niedługo łańcuch ten zostanie przedłużony ogniwem mojego nazwiska. Jednak jako autor jednej książki na końcu wymorduje wszystkich aktorów, żeby nie musieć martwić się domaganą w szerokich kręgach kontynuacją.
Tak, oczywiście, mam na myśli postacie, nie aktorów. Proszę nie doszukiwać się tu symptomów mojego mniej lub bardziej wyimaginowanego szaleństwa. Proszę również, aby żaden z przedstawicieli służb porządkowych nie powziął planów prewencyjnej izolacji mojej skromnej osoby.
Wracając do głównej, tak mozolnie nawlekanej nici opowieści, Romek długi czas zastanawia się nad sposobem popełnienia samobójstwa, w końcu postanawia wypić truciznę i wyskoczyć z okna swojego pokoju. Jest ostatni dzień sierpnia.
Chłopiec nie wie, że tego dnia do jego bloku wprowadzają się nowi sąsiedzi. Nie udaje mu się zdobyć cyjanku, arszeniku, ani nic innego, co podlegałoby pod taką gałąź chemii spożywczej. Połyka za to kilka garści najróżniejszych tabletek, jakie udało mu się zdobyć. Nie mogąc przełknąć już ani jednej, wyskakuje z czwartego piętra. Podniecony lotem, czy raczej spadaniem, nie czuje już nawet upadku. Słyszy za to masę przekleństw wypowiadanych przez grupkę łysych, monumentalnych facetów chcących mu „wpierdolić”. Jak się później okaże, spadając na ogromne łóżko wodne niesione przez pracowników firmy zajmującej się przeprowadzkami, Romek spowodował poważne obrażenia u owych gentlemanów: złamane ręce, kości śródstopia, palce u najróżniejszych kończyn. Na zmyślne wyzwyska chłopak odpowiada rzygając na wszystkie strony.
Cierpi na tym zasada decorum, cierpi również chłopiec. Niestety, pomoc przychodzi zbyt późno – zatrutego chłopca nie udaje się uratować.
Tego samego dnia Julia zostaje porzucona, kończy się jej sen nocy letniej. Pragnie powrócić do Romka, jednak nie udaje jej się z nim skontaktować. Abonent jest nieosiągalny, nie tylko tymczasowo - późnym wieczorem dziewczyna dowiaduje się o śmierci ukochanego. Po tym jak jej świat, będący już w gruzach, został zrównany z ziemią, Julka nie wstaje z kolan, by spróbować go odbudować, lecz także popełnia swoje własne samobójstwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz