niedziela, 26 maja 2013

26.05.13

Ruchliwy mój umysł nie lubi spoczywać w jednym miejscu, mierzi go stagnacja, irytuje marazm. Dziś znajduje się w Argentynie, gdzie ogrzewa się w blasku (niestety, nie Słońca - w boskim Buenos pora deszczowa, temperatura nie przekracza 20 stopni Celsjusza) umysłu, poezji, osoby Juana Gelmana, autora wybitnego "Listu do matki". Wydaje się idealny do zamieszczenia z powodu korelacji z dzisiejszą datą, niemniej nie przepiszę go sobie tutaj z powodu długości. Matka ważną jest osobą, choć w poezji jako jej adresat ustępuje pierwszeństwa wybrankom serca. Oczywiście ilościowo, jakość jest zupełnie innym zagadnieniem.

XXI
usłyszałem twój głos w moim oknie/
moje okno nie wychodzi na twój głos/
ledwie na świat wychodzi/
jak twój głos mógł tu dojść?/
ośnieżony ptak
wyjada pszenicę
w szepcie

słońca/

Drugim ważnym motywem twórczości argentyńskiego poety jest wygnanie. Wpłynęły na to osobiste doświadczenia, których oczywiście nie będę tutaj roztrząsał. Nie biografem jestem, a marnym pamiętnikarzem.
Jako refleksyjną dygresję wtrącę tutaj słowa Ismaila Kadare, pisarza albańskiego (w tłum. angielskim):
The writee is always to some extent in exile, wherever he is, because he is somehow outside, separated from other; there is always a distance.
Tymczasem niech Juan Gelman przemawia za siebie swoją poezję, nie ja za niego:

Wygnaniec

wydalono mnie z pałacu/
było mi to obojętne/
wypędzono mnie z mej ziemi/
przemierzałem ziemię/
deportowano mnie z mej mowy/
ona mnie nie odstąpiła/
oddalasz mnie od siebie/ i
gasną moje kości/
ogarnia mnie żywy ogień/
zostałem wygnany ze mnie/

yehuda al-harizi
(1170-1237 / toledo-prowansja-palestyna)
Tyle Juan Gelman. Wpis zakończę ostatnim wersem innego utworu zatytułowanego, czy raczej, wyrażając się precyzyjniej, zanumerowanego cyfrą rzymską V ("z obowiązków wygnania..."). Oto wezwanie kończące ów wiersz:

nie zapomnij zapomnieć zapomnienia 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz