wtorek, 7 maja 2013

07.05.13

Wciąż nie mam nic do powiedzenia. Wciąż więc wyrażam się myślami innych: interpretując je dowolnie, bawiąc się nimi, zamieniając i podmieniając pojęcia, mieszając definicje, łącząc i ignorując wątki, nic nie biorąc dosłownie i nic nie biorąc ogólnie. Obiektywnie wątpliwy zaszczyt przejrzenia się w zwierciadle mojego hurrasubiektywizmu przypadnie dzisiaj "Wilkowi stepowemu" Hermana Hessego:


"Moim zdaniem mówienie o muzyce nie ma żadnego sensu. Ja nigdy nie mówię o muzyce. (...) Ja jestem muzykiem, (...) i nie sądzę, aby w muzyce posiadanie słuszności miało jakąkolwiek wartość. W muzyce nie chodzi o to, że się ma rację, smak, wykształcenie i tę całą resztę, ale o to, żeby grać, (...) żeby grać tak dobrze, tak dużo i tak intensywnie, jak tylko można!"

"Dobrze cię rozumiem, także twój wstręt do polityki, smutek z powodu czczej gadaniny i nieodpowiedzialnych poczynań partii, prasy, twoją rozpacz z powodu ostatniej wojny i tych, które jeszcze będą, sposób, w jaki dziś się myśli, czyta, buduje, uprawia muzykę, obchodzi uroczystości, szerzy wiedzę. (...) wilku stepowy, (...) jesteś dla tego prostego, wygodnego dzisiejszego świata, zadowalającego się byle czym, za bardzo wymagający i za głodny, on cię wypluwa, masz dla niego o jeden wymiar za dużo: zamiast brzdąkania żądasz muzyki, zamiast zadowolenia - radości, zamiast pieniędzy - duszy, zamiast taśmowej produkcji - prawdziwej roboty, a zamiast flirtu - prawdziwej namiętności."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz