Dokąd
zmierza współczesny świat i dzisiejsze społeczeństwo? Pytanie to jest niezwykle
istotne dla nas, żyjących tu i teraz. Nie dotyczy ono, jak mogłoby się wydawać,
tylko i wyłącznie naszych dzieci. Odpowiedź jest przed nami zakryta, tak jak
zakryta jest przed nami cała przyszłość. Szkic ten nie aspiruje do roli
przepowiedni, a autor – do roli Nostradamusa swoich czasów. Zamiast szukać
przyszłości świata i ludzkości w gwiazdach czy wyobraźni, posłużę się lustrami,
niczym, jak głosi legenda, Archimedes w obronie Syrakuz dowodzonych przez
Marcellusa.
Moim
celem, podobnie jak wodza oblężonej twierdzy, będzie zatopienie floty, lecz w
tym wypadku mam na myśli niezwykle potężną flotę złudzeń. Moim lustrem będzie
przeszłość, odbijająca leżącą na przeciwnej stronie osi czasu przyszłość. Moim Archimedesem,
ustawiającym je dla mnie, Marcellusa, pod odpowiednim kątem do promieni
słonecznych będzie Zbigniew Herbert i jego wiersz pt. „Dlaczego klasycy”.
Pytanie
zawarte w tytule jest nieśmiertelnym pytaniem zadawanym przez kolejne pokolenia
– dlaczego warto uczyć się historii? Co możemy z niej wydobyć? Okazuje się, że
bardzo wiele, choć wypływające z jej analizy wnioski są jednoznacznie
pesymistyczne. Jednak dzięki znajomości dziejów przeszłych podmiot liryczny
jest w stanie wskazać drogę, która może nas ocalić. Nie w sposób bezpośredni,
ale pośrednio, poprzez pokazanie skutków wybrania innej – pesymizm jego wizji
skłania do refleksji nad możliwością uniknięcia takiego losu.
Wiersz
Herberta jest tryptykiem. Pierwsza część to opis konkretnej sytuacji z czasów
antycznych, druga - z czasów „ostatnich
wojen”. Jest w niej również porównanie dwóch tych sytuacji wynikające z
paralelnego ich zestawienia. Trzecia część jest przeniesieniem wyżej
zarysowanych obrazów na grunt sztuki i rozważań jej dotyczących.
Punktem
wyjścia jest „księga czwarta «Wojny Peloponeskiej» / Tukidydesa”. Autor
opowiada w niej o osobistej tragedii, tj. „swej nieudanej wyprawie” - nie
zdążył z odsieczą i z tego powodu Amfipolis zostało zdobyte przez Spartan.
Cena, którą przyszło mu zapłacić za spóźnienie, była niezwykle wysoka.
Tukidydes został ukarany „dozgonnym wygnaniem”. Słowo „dozgonny”, najczęściej
łączące się z wyrazem „wdzięczność” w zestawieniu z „wygnaniem” ma gorzko-ironiczny
posmak. Autor „Wojny Peloponeskiej” zrobił przecież, co było w jego mocy - „miał
siedem okrętów / była zima / i płynął szybko”. Świadomość uczynienia
wszystkiego, na co było go stać nie jest powodem rozpaczy czy błagania o
litość. Tukidydes zdaje się wzruszać ramionami na surowy wyrok i prostymi,
żołnierskimi słowami próbuje wytłumaczyć powody swojego opóźnienia. Nie sili
się na rozpaczliwą obronę, z godnością przyjmuje przeznaczony mu los egzula.
Podmiot
liryczny mówi, że „epizod ten jest jak szpilka / w lesie”. Dla uargumentowania
swojego punktu widzenia zestawia go m.in. z „bitwami oblężeniami zarazami”. Dla
ogromnej machiny wojennej los Tukidydesa nie był sprawą najwyższej czy choćby
nawet średniej wagi. Pomimo marginalności przewinienia, przy zestawieniu z
całokształtem wojny, wygnany wódz w pokorze zniósł surowy wyrok.
Minęło
wiele czasu od wojny peloponeskiej do „ostatnich wojen”, tj. wojen światowych.
Znacznie zmieniła się również postawa dowódców. Nie charakteryzuje ich już
prostota, pokora, godność, podniesiona głowa. Gdy „zdarzy się podobna afera”
wojskowi przywódcy „skomlą na kolanach (…) oskarżają podwładnych (…)
nieprzyjazne wiatry”. Stają się śmieszni i żałośni w próbach zrehabilitowania
się, nie potrafią wziąć odpowiedzialności za popełnione błędy. Zamiast tego
miotają bezpodstawne oskarżenia, a nawet obłudnie próbują odwrócić kartę
„zachwalając swoje bohaterstwo”. Zestawienie ich rozpaczliwych, propagandowych
działań w obronie własnego imienia z dzielnym, pokornym Tukidydesem jest
widocznym ostrzeżeniem przed zanikaniem bezcennej wartości, jaką jest honor.
Dowódcy
wojskowi powinni odznaczać się męstwem i godnością. Tymczasem użycie przez
podmiot słowa „skamlenie” odnośnie tych, którym „zdarzyła się (…) afera” sprawia,
że przyrównani są oni do psów, co jest niezwykle uwłaczające. Czy taki rodzaj
ataku jest uzasadniony? Moim zdaniem tak, wysoka ranga wojskowa zobowiązuje.
Jej otrzymanie jest nie tylko wielkim osiągnięciem, ale, przede wszystkim,
wielkim wyzwaniem. Hierarchia istnieje przecież po to, aby na najwyższe
stanowiska powoływani zostawali ludzie o odpowiednich predyspozycjach.
Oczywiście, zdarza się, że to awans jest powodem upadku moralnego.
Sądzę
jednak, że pod krytyką dowódców kryje się również krytyka ogólnej kondycji
ludzkości - niehonorowi generałowie musieli zostać przez kogoś mianowani, a
może po prostu nie było lepszych, bardziej odpowiednich kandydatów. Wniosek
wydaje się jednoznaczny i przygnębiający - społeczeństwo skarlało. Wartości
takie jak honor i prawda nic już nie znaczą, choć można je jeszcze spotkać na
papierze, w wymiarze czysto teoretycznym. W praktyce jednak popełnienie błędu,
niewywiązanie się ze swojego obowiązku nie jest żadnym dyshonorem. Przysłowiowe
„odwracanie kota ogonem” jest codziennością, a słowa z Ewangelii św. Mateusza:
„widzisz źdźbło w oku brata swego, a
belki w oku swoim nie dostrzegasz” stały się przerażająco aktualne.
Wizja
przyszłości rysuje się w czarnych barwach. Wysnułem ten wniosek na podstawie
historii Tukidydesa opisanej przez Herberta. I tutaj właśnie najjaskrawiej
rysuje się odpowiedź na pytanie zadane w tytule: „dlaczego klasycy”? Tylko
wiedza o prawdziwym honorze, obiektywnej prawdzie, nienaruszalnych wartościach
może sprawić, że nie wymrą one niczym mamuty, ale rozmnożone w rezerwatach
nieskalanych obłudą serc wrócą do życia w warunkach naturalnych. Lektura
klasyków daje nam odczuć, że żyjemy w czasach gorszych i jesteśmy ludźmi
gorszymi. Jest to niezwykle pouczające, lecz byłoby jedynie gwoździem do naszej
współczesnej trumny, do której sami zdajemy się wchodzić, gdyby nie rysująca
się między wierszami nadzieja. Nadzieja – ją bowiem przede wszystkim daje nam
lektura klasyków. Jeśli pamiętamy o wielkich czynach, osobach i wartościach,
wciąż możemy liczyć na ich ponowną, powszechną restaurację w naszym skarlałym
świecie.
Jak
jednak wcielić pamięć w życie? Odpowiedzi dostarcza ostatnia część tryptyku.
Jest ona krytyką filozofii egzystencjalnej, którą podmiot liryczny zdaje się
oskarżać o upadek dzisiejszego społeczeństwa. Jej prekursor, Kierkegaard,
próbował uporać się z absurdalnością istnienia jednostki w obliczu
nieskończoności wszechmocnego Boga. Podmiot liryczny uważa to za przyczynę
karlenia ludzkości – społeczeństwo rozszczepione zostaje na „małe rozbite dusze
/ z wielkim żalem nad sobą”. Wobec
poczucia absurdu krótkiej, śmiertelnej egzystencji niemożliwe jest uwierzenie w
nieprzemijające wartości i ponadczasowe idee.
Więc
„co po nas zostanie”, pyta osoba mówiąca w wierszu, jeżeli wyizolowanie i
pesymizm będą „tematem sztuki”? Odpowiedź na to pytanie porównuje do „płaczu
kochanków / w małym brudnym hotelu / kiedy świtają tapety”. Obraz ten jest w
moim odczuciu alegorią panującego obecnie stanu rzeczy. „Mały brudny hotel” to współczesny,
zarysowany w negatywny sposób świat, kochankami zatopionymi w miłości cielesnej
w obskurnych warunkach jesteśmy my, ludzie, zatopieni w miłości nędzy duchowej
poprzez uczynienie przewodnim „tematem sztuki (…) malej rozbitej duszy”.
Momentem „świtania tapet” jest śmierć.
Co wtedy stanie się z nami? Co
stanie się z hotelem? Jest zaniedbany. Może kiedyś, dawno temu, w okresie
antycznym, przedstawiał się okazale, lecz od tamtego czasu podupadł. Nie uda
się podnieść go z ruiny rozczulając się nad sobą, błagając o pomoc w jego
odbudowaniu czy oskarżając innych o jego upadek. Należy wspólnym wysiłkiem,
krok po kroku, cegła za cegłą, konsekwentnie, z pokorą, lecz bez defetyzmu
odrestaurować hotel-świat. Lektura klasyków daje nadzieję i wskazuję drogę do
wcielenia jej w życie – poprzez sztukę. Fundamentem i budulcem w dziele
odnowienia będą zatem owoce pracy literatów, malarzy, muzyków i innych artystów.
Owoce sięgające w swoim założeniu tematów wyższych niż „dzbanek rozbity”,
charakteryzujące się optymistycznym spojrzeniem na świat, bez zbędnego „żalu
nad sobą”. Nieafirmowane, życie traci swoją wartość, wyparowuje z niego cała jego
esencja zostawiając jedynie brudne naczynie. Teraz pozostaje je tylko napełnić.
I właśnie dlatego, odpowiadając na pytanie postawione przez Herberta, właśnie
dlatego klasycy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz