Moja mała iluminacja
pewnego
kolejnego szarego dnia
chciałem
klarownie wiedzieć kto ja
po co ja
chciałem by
tamten dzień był dniem
mojej małej
iluminacji
więc w końcu
szczerze sobie przyznałem
(cóż dość często
rozmawiam ze sobą
choć i tak
wydaję mi się że zbyt rzadko)
wiesz że masz
talent nie zmarnuj go
więc wybrałem
jedną drogę
na której
zatrzymać się z której zboczyć
mimo że ciężka
jest bezwzględną porażką
więc pogwizdując
już się pakowałem
zerkając czasami
za okno za którym
słońce świeciło
choć raz tak czułem
tylko dla mnie
że moja droga –
tylko moja
że iść nią mogę
– tylko ja
więc pogwizdując
z domu przeszłości wyszedłem
myśląc ta droga
jest moim teraz i później
nigdy więcej
domu nigdy więcej hotelu
iść wiedząc że
już zawsze droga
nie wiedząc co
za nią istotna tylko ona
więc pogwizdując
zatrzasnąłem przekręciłem drzwi
już miałem
wyrzucić klucz takie spalenie mostów
lecz widzę
plecak nie dał rady
wypadł z niego
cały bagaż
odpadło dno
więc zapłakałem ja
nigdy ja nigdy
z takim bagażem
nie wyruszę w drogę
gdy puściły szwy
z plecaka wypadły
moje obawy lęki
słabości strach
(ten tępy
najemnik który bije swojego najemcę
głupi kto go
wynajmie)
więc rzucił się
na mnie obił mi mordę
jak ja się teraz
ludziom pokaże
przecież nie
pójdę na policję nie pójdę do lekarza
wiem jaką łatkę
by mi przylepili
boi się wyjść z
domu nawet gdy usiłuje
założyć plecak
trzęsą mu się ręce
nie sypia nie
jada rozbiegane oczy nieobecny
pewnie choć nie
powinien czytał Wertera
albo uwierzył w
jakieś boskie posłannictwo
nieważne po
prostu trzeba go zamknąć
jego naturalnym
środowiskiem białe ściany
pokoje bez
klamek
więc już milcząc
wróciłem do domu
jeszcze w nim
trochę pomieszkam
zanim za sobą
spalę jakiś most
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz