wtorek, 26 lutego 2013

Moja mała iluminacja



Moja mała iluminacja


pewnego kolejnego szarego dnia
chciałem klarownie wiedzieć kto ja
po co ja
chciałem by tamten dzień był dniem
mojej małej iluminacji

więc w końcu szczerze sobie przyznałem
(cóż dość często rozmawiam ze sobą
choć i tak wydaję mi się że zbyt rzadko)
wiesz że masz talent nie zmarnuj go

więc wybrałem jedną drogę
na której zatrzymać się z której zboczyć
mimo że ciężka jest bezwzględną porażką

więc pogwizdując już się pakowałem
zerkając czasami za okno za którym
słońce świeciło choć raz tak czułem
tylko dla mnie
że moja droga – tylko moja
że iść nią mogę – tylko ja

więc pogwizdując z domu przeszłości wyszedłem
myśląc ta droga jest moim teraz i później
nigdy więcej domu nigdy więcej hotelu
iść wiedząc że już zawsze droga
nie wiedząc co za nią istotna tylko ona

więc pogwizdując zatrzasnąłem przekręciłem drzwi
już miałem wyrzucić klucz takie spalenie mostów
lecz widzę plecak nie dał rady
wypadł z niego cały bagaż
odpadło dno

więc zapłakałem ja nigdy ja nigdy
z takim bagażem nie wyruszę w drogę
gdy puściły szwy z plecaka wypadły
moje obawy lęki słabości strach
(ten tępy najemnik który bije swojego najemcę
głupi kto go wynajmie)

więc rzucił się na mnie obił mi mordę
jak ja się teraz ludziom pokaże
przecież nie pójdę na policję nie pójdę do lekarza
wiem jaką łatkę by mi przylepili
boi się wyjść z domu nawet gdy usiłuje
założyć plecak trzęsą mu się ręce
nie sypia nie jada rozbiegane oczy nieobecny
pewnie choć nie powinien czytał Wertera
albo uwierzył w jakieś boskie posłannictwo
nieważne po prostu trzeba go zamknąć
jego naturalnym środowiskiem białe ściany
pokoje bez klamek

więc już milcząc wróciłem do domu
jeszcze w nim trochę pomieszkam
zanim za sobą spalę jakiś most

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz