Moje łóżko. Jednak wciąż istnieje.
I ja w nim. Telefon rozładowany. Brak zegarka. Jak odgadnąć datę? Wzrok pada na
owoc granatu stojący obok buteleczki zmywacza do paznokci. Pod drzwiami buty,
na nich jakaś szmata. Na mojej głowie kominiarka.
Szmata.
Kiedyś chyba biała. Wygląda trochę jak…
*
-
To będzie 69,99 – powiedziała sprzedawczyni za ladą.
Wziąłem
reklamówkę z zakupem i spokojnym krokiem udałem się do żółtego wyjścia.
No
tak! Lekka reklamówka. Żółty sklep. Odzież. T-shirt. C&A. Chyba tak to się
zaczęło.
*
Stoję
obok mojego łóżka. W dłoni garść tabletek.
Jednak
jestem lekomanem?!
Cóż
pozostaje mi robić, połykam lekarstwa. Czuję zawroty głowy. Kładę się na
podłodze. Kiedy po jakimś czasie drętwieje mi kark, przekręcam się na brzuch. Zetknięcie
się przedniej części tułowia z posadzką wznieca iskrę, moja klatka piersiowa zaczyna
płonąć, rozrywa się, krew, znowu krew, mnóstwo krwi. Ból, wielki ból, ogromny,
jakim cudem jestem w stanie go znieść?! Krew płynie nieprzerwanie. Wykrwawiam
się! Co robić?
Łapię
szmatę spod drzwi chcąc, chociaż minimalnie, zatamować krwawienie. Szmata prawdopodobnie
była kiedyś białym T-shirtem. Z całą pewnością nie jest sterylna. Grudki ziemi,
jakieś włosy, może sierść, plamy krwi, trudno, nie dbam już o nic. Wariuję. Zakładam
ją. Wtem szarpnięcie. Potężne szarpnięcie, tępy ból w każdej komórce ciała,
zapach zgnilizny i spalenizny. Zapach! Nie jestem w stanie zarejestrować tego
wspaniałego faktu, faktu odzyskania zmysłu!
T-shirt
jest czysty. Idealnie biały. Ból minął. Krew zniknęła. Wzór na klatce
piersiowej przedstawiający psa tańczącego z kotem również. Znajduje się teraz
na przedniej stronie T-shirtu. Oszołomiony, rozglądam się dookoła tępym
wzrokiem. To wszystko? Koniec? Powrót do normalności? O, pobłogosławiona niech
będzie ta chwila.
Nagle
wzrok pada na drzwi. Na klamkę. Na ogon, który na niej wisi. Psi ogon.
*
Ławka.
„Newsweek”. Ten facet. Moje oczy. Ja.
„Niezidentyfikowany
morderca psów kolekcjonuje ich ogony” – krzyczy tytuł.
*
Błysk
kłów, ogony wiszące na sznurze niczym pranie. Chory sen? Zbyt pochopnie
odrzuciłem nierealne jako nierzeczywiste.
Zatarcie
granicy między snem a rzeczywistością. Między przeszłością, teraźniejszością i
przyszłością. Między świadomością a niebytem. Niemożliwość sięgnięcia ku
wspomnieniom, zaczerpnięcia tej zbawiennej wody, bez której nie ma niczego.
Bezsens. Wyjałowienie ziemi pamięci. Zanik tożsamości. Brak możliwości powrotu.
Na szczęście, teraz z odkręconego kranu płynie wreszcie woda. Tylko lodowata, ale
jednak płynie.
Zabijałem.
Nie wiem jak długo pozostawałem zawieszony w próżni. Nie wiem, jak długi jest mój
sznur.
Niepoczytalność
odeszła, czas płynie dla mnie ponownie. Mam go teraz wiele na rozmyślanie. Zbyt
wiele. Izolacja sprzyja refleksji. Tak ma wyglądać zadośćuczynienie? A jeśli
kara, to za co?
*
Popadłem
w obłęd? Zostałem opętany? Odkryłem inny wymiar, inny świat? Jeśli tak, mam
nadzieję, że wrócę tam wkrótce. Jednak nie chcę być samotny.
Niech
no tylko najpierw się dowiem, skąd, do ciężkiej cholery, wziął się ten granat?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz