Dziennik lada moment stanie się miesięcznikiem. Może jednak mu na to nie pozwolę. Może jednak zadbam o niego. Porównując go do własnego samochodu: nie musi bić rekordów prędkości, wystarczy, aby nie rdzewiał i dobrze mi służył, przenosząc bezpiecznie moje myśli z miejsca na miejsce, a wspomnienia i refleksje pozwalał upchać w bagażniku (dziennik-samochód wersja combi, oczywiście), niekoniecznie ułożone i uporządkowane, może nawet obijające się o siebie i mieszające. Bagażnik garnkiem mojego podróżnego, gotowanego między kolejnymi odwiedzanymi miejscami eklektyzmu. Cóż, trzeba jednak podróżować. Od początku. Od źródeł. Grecja. Lecz nie ta antyczna, ale - nowożytna. Konstantinos Kawafis.
Che fece... il gran rifiuto
Dla niektórych ludzi przychodzi taka godzina,
Kiedy muszą powiedzieć wielkie Tak
albo wielkie Nie. Od razu widać, kto z nich w sobie ma
gotowe Tak. Wypowiedziawszy je, coraz wyżej się wspina.
Wzrasta i w ludzkiej czci, i w zaufaniu do samego siebie.
Ten, kto powiedział Nie — nie żałuje. Gdyby zapytali go, czy chce
odwołać je, nie odwoła. Ale właśnie to Nie —
to słuszne Nie — na całe życie go grzebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz