Jestem bardzo wygodny, bardzo ceniący wolność i z natury, i z przyzwyczajenia; równie trudno szafujący trudem swoim, co krwią. Mam duszę swobodną i niepodległą, zwyczajną kierować się wedle własnej modły. (...)
Będąc w niebezpieczeństwie, nie tyle myślę o tym, jak go uniknę, ile o tym, jak mało znacząca jest rzeczą, abym go uniknął; gdybym w nim i został, cóż by takiego się stało? Nie mogąc kierować wypadkami, kieruję samym sobą; stosuję się do nich, skoro one nie chcą stosować się do mnie. Nie mam tej sztuki, aby umieć szachrować z losem, umykać mu się albo go niewolić, i aby przemyślnością kierować i naprowadzać rzeczy na moją ścieżkę. Jeszcze bardziej brak mi cierpliwości, aby znieść potrzebne do tego długie i uciążliwe starania. Najuciążliwsze dla mnie położenie — to być w zawieszeniu w rzeczach, które naglą, i wahać się między obawą a nadzieją.
Tyle Montaigne. Człowiek będący w stanie nieustannego zawieszenia i permanentnej (erekcji intelektualnej, chciałoby się rzec za Dalím, lecz niestety) obawy daruje sobie komentarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz