wtorek, 20 stycznia 2015

20.01.15

I miałem pomysł, ideę i temat, opracowany zarys, dopasowane szpanerskie cytaty, światowe konteksty, dopełnienia w formie wierszy na kolejne dni, a biorąc pod uwagę częstotliwość tych tu wypowiedzi, miesiące nawet. Miałem i wciąż mam, lecz tyle razy już przewałkowałem temat na sucho, że niechęć, obrzydzenie wręcz budzi urzeczywistnienie szkicu układanego uprzednio po wielokroć. Niech pooddycha. Fermentuje.

Otóż. Otóż. Wszystkie wcześniejsze zamysł podporządkowałem owej sekwencji, a nowych przemyśleń i notatek, a jakże, brak mi. Więc wracam. Do najlepszych. Do Miłosza. Na przekór rzeczywistości, w której niedostatek snu.

Dużo śpię

Dużo śpię i czytam Tomasza z Akwinu
albo Śmierć Boga (takie protestanckie dzieło).
Na prawo zatoka jak odlana z cyny,
za tą zatoką miasto, za miastem ocean,
za oceanem ocean, aż do Japonii.
Na lewo suche pagórki z białą trawą,
za pagórkami nawodniona dolina, gdzie uprawia się ryż,
za doliną góry i sosny ponderosa,
za górami pustynia i owce.
Kiedy nie mogłem bez alkoholu, jechałem na alkoholu.
Kiedy nie mogłem bez papierosów i kawy, jechałem na papierosach i kawie.
Byłem odważny. Pracowity. Prawie wzór cnoty.
Ale to nie przydaje się na nic.

Panie doktorze, boli mnie.
Nie tu. Nie, nie tu. Sam już nie wiem.
Może to nadmiar wysp i kontynentów,
niepowiedzianych słów, bazarów i drewnianych fletów
albo picia do lustra, bez urody,
choć miało się być czymś w rodzaju archanioła
albo świętego Jerzego na Świętojerskim Prospekcie.

Panie znachorze, boli mnie.
Zawsze wierzyłem w gusła i zabobony.
Naturalnie że kobiety mają tylko jedną, katolicką, duszę,
ale my mamy dwie. Kiedy zatańczysz,
we śnie odwiedzasz odległe pueblos
i nawet ziemie nigdy nie widziane.
Włóż, proszę ciebie, amulety z piór,
poratować trzeba swojego.
Ja czytałem dużo książek ale im nie wierzę.

Kiedy boli, powracamy nad jakieś rzeki,
pamiętam tamte krzyże ze znakami słońca i księżyca
i czarowników, jak pracowali, kiedy była epidemia tyfusu.
Wyślij swoją drugą duszę za góry, za czas.
Powiedz, będę czekać, co widziałeś.

Berkeley, 1962

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz