Zajmuję się
teraz rzeczami
tak małymi
że kiedy na nie
huknę Hu!,
to znikam
Nie huknąłem, nie zniknąłem, nie huknęło i świat nie zniknął. Życie w cieniu apokalipsy ma w sobie jednak coś przytłaczającego, coś, co sprawia pewnego rodzaju obojętność na zwykłe, przyziemne, codzienne rzeczy. Pięknie ujęła to Emily Dickinson (tłum. S. Barańczak):
Nie dbałam o brak mniejszych Rzeczy.
Jeśli nie zaszło nic większego
Niż Rozpad Słońca - Ostateczny
Kataklizm Globu - nic nie było
Tak wielkie - abym - na wieść o tym -
Podniosła z Ciekawości Czoło
Sponad Roboty
W tym wypadku jednak "Robotą" jest raczej ostateczny, rozpaczliwy zryw w celu wyciśnięcia życia do ostatka, do ostatniej kropli. Może on przybierać różnorodne formy. Jaką formę przyjął w moim przypadku? Powiem wkrótce.
Tymczasem - Wesołych Świąt!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz