wtorek, 25 grudnia 2012

25.12.12

Końca świata, na który po cichu liczyłem nie było. Co robiłem (poza zaniedbaniem, porzuceniem bloga) przygotowując się do niego? Pozwolę sobie posłużyć się cudzym "Sprawozdaniem z poczynionych postępów", tj. wierszem A.R. Ammonsa w tłum. S. Barańczaka:

Zajmuję się
teraz rzeczami

tak małymi
że kiedy na nie

huknę Hu!,
to znikam

Nie huknąłem, nie zniknąłem, nie huknęło i świat nie zniknął. Życie w cieniu apokalipsy ma w sobie jednak coś przytłaczającego, coś, co sprawia pewnego rodzaju obojętność na zwykłe, przyziemne, codzienne rzeczy. Pięknie ujęła to Emily Dickinson (tłum. S. Barańczak):

Nie dbałam o brak mniejszych Rzeczy.
Jeśli nie zaszło nic większego
Niż Rozpad Słońca - Ostateczny
Kataklizm Globu - nic nie było
Tak wielkie - abym - na wieść o tym - 
Podniosła z Ciekawości Czoło
Sponad Roboty

W tym wypadku jednak "Robotą" jest raczej ostateczny, rozpaczliwy zryw w celu wyciśnięcia życia do ostatka, do ostatniej kropli. Może on przybierać różnorodne formy. Jaką formę przyjął w moim przypadku? Powiem wkrótce.

Tymczasem - Wesołych Świąt!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz