wtorek, 5 maja 2015

05.05.15


Widzę tu jakieś cztery wersje robocze.
Jedna to ta, którą właśnie piszę.
Druga jest pusta.
Trzecia to ładny cytat.
Czwarta - akapit będący uniwersalnym wstępem:

Brakuje mi pomysłu, zdania chociaż, by jakoś zręcznie obudować notkę z kolejnego dnia.
Brak ochoty, bodźca, impulsu, przymusu, wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie, a przecież nie o wiersz tu chodzi, lecz wrażenie jakieś, wypis, notatkę, cytat, jak zwykle, zgodnie z wytycznymi. Czy dni tak puste? [Czy zupa zbyt słona? - przyp. mój]

Otóż ja miałem pierwsze zdanie, ale dopiero, kiedy tu wszedłem, i przyszło ono do mnie bez drugiego. Myślałem, że może napiszę coś o lekturach, ale czytam raczej biernie, przemykając przez książki jak zając podczas rui przez świeżo zaorane pola (jeśli zające podczas roi przemykają przez świeżo zaorane pola - nie wiem, wiedzę czerpię z Nad Niemnem). Kasuję je (książki) (uwielbiam takie nawiasy jak ten przed tym, który teraz Pani/Pan czyta, śmieszą mnie bardziej niż książki Hellera (Josepha)) jak bilety w miejskim autobusie - rzadko, a zaraz po skasowaniu wyrzucam, o ile o wyrzuceniu pamiętam.

Martwi mnie mój styl. Za dużo Pilcha, Rudnickiego, Karpowicza. Czas wrócić do Orzeszkowej, Dąbrowskiej i Żeromskiego - och, cóż jest piękniejszego niż rozdarte sosny?

Dobra, wracam już do milczenia.

Na koniec wyjątek z powieści pt. Czuła jest noc autorstwa Francisa Scotta Fitzgeralda, które pełne nazwisko wolałem wygooglować, żeby nie palnąć Scotta Geralda. Oto ów wyjątek o pewnej mądrej kobiecie, lecz jakiej, nie pamiętam - wypisałem to lata temu na jakimś urywku, który niedawno wpadł mi w ręce. Zresztą książki i tak nie doczytałem.

Znała niewiele słów, a nie wierzyła w żadne, więc na tym świecie była raczej milcząca.

Defetystyczna tandeta. Nie jest to najlepsze zamknięcie, ale brak mi sił na szukanie lepszego. Zamilczę już lepiej ciałem i duszą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz