Jak zawsze przy wpisywaniu daty konieczne jest, bym spojrzał na kalendarz.
Jesień.
Jesień.
Jesień, więc żeby daleko nie szukać, to będzie Jesienin. Jeden z tych doskonałych utworów, które sprawiają, że gdy używa się słowa "piękno", jest się pewnym, że wyraz ten oznacza to, co oznaczać powinien. Tłumaczył Wiktor Woroszylski.
I to na tyle, bo, cóż, giętkość pióra choćbym udawał, nie rozgrzeję siebie na pewno.
I to na tyle, bo, cóż, giętkość pióra choćbym udawał, nie rozgrzeję siebie na pewno.
Więc jesień. A to Jesienin:
***
Oziębłością mnie, droga, nie dręczI nie pytaj, czy lat mam wiele.Przez okrutną trawiony febrę,Wyschłem duszą na czarny szkielet.W czasach sielskich, nie bardzo dawnych,Tak dziecinnie mi się przyśniło,Że, bogaty jak król i sławny,Wszystkich kobiet zdobędę miłość.Tak, bogatym! Wspominam czuleSwój cylinder wbity na bakier.Jeszcze został mi półkoszulekI zdeptanych półbutów lakier.Sława — owszem, także niezgorzej:Wszystkich miast szanowna hołotaPrzed imieniem mym pierzcha w zgrozie,Jak przed wrzaskiem dziwki spod płota.Miłość... Ach, to najlepszy kawał!Całujemy, a wargi — drewno.Młodość uczuć choćbym udawał,Nie rozgrzeję ciebie na pewno.Wpadać w rozpacz chyba za wcześnie,No, a o smutku trochę — nie szkodzi!Od twych włosów złocistszym chrzęstemSzumi kurhan w młodej lebiodzie.Ja bym chciał z powrotem w tę stronę,Gdzie z pogodnym sercem i myśląW bezimiennej ciszy utonęI dziecinne sny mi się przyśnią.Ale sny o czymś innym, nowym,Nieznajomym ziemi i trawie,Czego nikt nie wyrazi słowem,Czego nazwać sam nie potrafię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz